Wyszukaj

Życie po buncie – nasza recenzja 6. sezonu Orange Is The New Black (uwaga – spoilery!)

Podziel się

Na nowy sezon Orange Is The New Black czekałyśmy przez cały rok z wielką niecierpliwością. Zwłaszcza przez ostatni miesiąc, bo ze zwiastuna wynikało, że nasza ukochana Alex Vause podzieje się nie wiadomo gdzie. Czy twórczyni serialu wynagrodziła nam całoroczną tęsknotę w należyty sposób?

Emilia: Ja mam mieszane uczucia. Cholernie tęskniłam za tymi wszystkimi więźniarkami (oczywiście najbardziej za Alex i Nicky). Uderzyło mnie cierpienie każdej z nich, jakiego zaczęły doznawać po przeniesieniu do innego zakładu. Jak nie schrzanione relacje z bliskimi, to brutalni strażnicy – i ogromna niesprawiedliwość. No i Piper. Nie wyobrażam sobie, jak przeżyłabym na jej miejscu niepewność, gdzie moja kobieta została umieszczona, a co dopiero, czy ona w ogóle żyje.

Nadia: Moim zdaniem zapowiadało się nieźle. To miało potencjał! Dziewczyny trafiły na zaostrzony rygor. Skoro w “zwykłym” więzieniu nie było kolorowo, to tam musiało być koszmarnie. Zaczęło się przecież od przesłuchań, czyli stresów psychicznych dla każdej z nich. Smutno było mi, że w kość dostała akurat Ruda, ale ktoś musiał, prawda? Nasze bohaterki wreszcie trafiły na bloki. I to różne. A między tymi blokami miała panować sroga wojna. Przywódczynie też zapowiadały się świetnie. I jeszcze to ich marudzenie pod nosem w sprawie zabicia Friedy. No, interesujących wątków od groma! Tylko, że potem fabuła zaczęła się (powooooli) rozwijać…

Emilia: No właśnie – powoooli… Zrobiło się optymistycznie w lesbijskim światku Piper i Alex, Nicky wydawała się jakaś taka mniej cierpiąca w relacji z Lorną, Suzanne i Pensataki odnalazły się w stronie półżywych staruszek na Florydzie… Jakoś te baby ciągnęły (może za wyjątkiem Red i Taystee, które nie mogły skończyć dobrze)… Pojawiła się jakaś eskalacja, miała być międzyblokowa wojna, miało być grubo… I co? I nic.

Nadia: Zasmucił mnie fakt, że właściwie nic nie miało znaczenia. Można było spokojnie wyciąć te odcinki od wprowadzenia na ogólny, do ostatniego. Pojawiło się kilka nowych, ciekawych postaci. Badison miała potencjał, skopana jest przecież koszmarnie. Daddy też zapowiadała się nieźle. Miała wyciągnąć coś ciekawego z młodej Diaz i pokazać nową formę stręczycielstwa. Przywódcze siostry też były świetne (team Carol here). I co? I dupa. Badison wystygła na boisku, Daddy przestała się w pewnym momencie odzywać, a siostry zaciukały się wzajemnie w tak nijaki i bezsensowny sposób, że żal patrzeć. No pewnie – fajnie, że nasze ulubione postaci mają się dobrze. Ale jeśli to było zakończenie serialu (co nie jest jeszcze potwierdzone), a nie przygotowanie podłoża pod armagedon, tragedie i cierpienie rodem z Gry o Tron, to naprawdę jestem mega zawiedziona. Wszystko zmarnowaliście, drodzy twórcy.

Emilia: To mnie bardziej niż brak masakry uderzyła anemiczność wątku Taystee. I schrzanionej poczuciem winy psychiki “Tovy”. Kurczę, to był mocny temat. Równie mocna była zapowiadająca się masakra. Nie można wpychać w serial dwóch kręgosłupów fabularnych – bo wychodzi nam koślawy, niedziałający twór, mający problemy z każdym stawianym krokiem. Gdyby twórcy oparli wszystko o proces albo wszystko o masakrę – byłoby zdecydowanie lepiej.

Nadia: Do masakry w ogóle nie doszło, więc trudno o nią opierać serial. Ja rozumiem, że promujemy pokój i tolerancję, ale no jak słowo daję. Bardzo naiwne to pójście ramię w ramię w imię haratania w gałę. Plus Cindy pocieszona słowami w stylu: “no już, pogódź się, że zdradziłaś przyjaciółkę, Dżises”. No, może Jezusa by w to nie mieszano (Shalom), ale wiecie, o co mi chodzi. Ale może wymieńmy na koniec jakieś plusy, Kochanie?

Emilia: Plusy? Alex i Nicky. Jak trójkątów w odniesieniu do nas nie propsuję, to jedną z nich zaprosiłabym do mojego albo Twojego łóżka na wspólną noc. Ale oprócz nich szanuję pracę operatora. Nie było takich ciekawych ujęć w poprzednich sezonach. No i soundtrack – bardzo ładny.

Nadia: Popieram wszystkie tezy. No i dodam do tego wszystkiego ten potencjał. Bo naprawdę zapowiadało się świetnie. Humor nadal na tym samym poziomie, miłość Alex i Piper zmieniła się w rozsmarowany dżem na bułce maślanej – z punktem kulminacyjnym w czasie ślubu więziennego. Jeśli ktoś nie jest głodny krwi, emocji, zwrotów akcji i drży za każdym razem, gdy jego ulubione postaci mają choćby skurcz w nodze, to to będzie sezon dla niego. Prawda?

Emilia: Oto to! Więc warto spędzić z więźniarkami kilka wieczorów, ale… nie liczcie na pościgi i wybuchy jak Nadia. Usiądźcie z piwkiem i pizzą i skupcie się na humorze oraz na miłości głównych postaci.

Nadia: A potem trzymajcie razem z nami kciuki za siódmy sezon, w którym powrócą Maritza, Boo i Bezzębne Ćpunki!

Emilia i Nadia

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *