Wyszukaj

Tags: , ,

Czysta, piękna kobiecość czy pornografia i wykorzystanie? Recenzja filmu “Życie Adeli”

Podziel się

Życie Adeli (choć osobiście wolę angielską wersję: Blue Is The Warmest Colour) zgarnęło dwie nagrody w Cannes i mnóstwo pozytywnych recenzji – jako film pięknie i szczerze opowiadający o pierwszej miłości nieznającej płci. Z drugiej strony wywiązał się skandal związany z tym, że odtwórczynie głównych ról oskarżyły reżysera o wykorzystywanie na planie. Trudno się od tego odciąć w ocenie dzieła Kechiche’a.

Kim jest Adela?

Emilia: Jak zwykle – spróbujmy zacząć od plusów. Adela to nastolatka i to prawdziwa do bólu. Nie wyróżnia się na tle rówieśników wyglądem czy wybitnymi talentami. Mimo to, a raczej właśnie dlatego ja ją kupiłam od razu. Ciągle poprawia niesforne włosy, nieporadnie wciąga makaron do ust (który stanowi 90% jej posiłków w filmie), z nosa lecą jej smarki, gdy płacze, a w momencie dużego napięcia wrzuca w siebie kompulsywnie batonika. Ma mnóstwo cech, które sprawiają, że nie jest drętwa i banalna jak Bella Swan i inne takie. Dla mnie to kwintesencja okresu dojrzewania.

Nadia: Dla mnie to po prostu kwintesencja filmu spoza Hollywood. Francuskie filmy są dużo bardziej naturalistyczne niż te z USA i Życie Adeli nie jest tu wyjątkiem. Nierobienie z dziewczyn idealnych gwiazd również mi odpowiada, to miła odmiana od amerykańskich konwencji.

Słynna scena seksu

Emilia: A z drugiej strony nie byłaś zadowolona ani z długości filmu, ani z tej głośnej i “kontrowersyjnej” sceny seksu, wokół której było mnóstwo zamieszania i oskarżeń w kierunku reżysera. Dla niewtajemniczonych: odtwórczynie ról Adeli i Emmy twierdzą, że Kechiche dręczył je dublowaniem niespełna siedmiominutowej sceny, w której bohaterki przeżywają pierwszy wspólny raz. No a trzeba przyznać: to właśnie ten moment jest najbardziej “mięsisty”, cielesny w Życiu Adeli.

Nadia: Co do długości – to również specyfika francuskich filmów. Są często przegadane, brakuje w nich akcji. Jeśli komuś to nie odpowiada, na pewno się tym kinem nie zachwyci. Ja od czasu do czasu lubię jednak obejrzeć takie filmy. W przypadku Życia Adeli wystarczyłoby po prostu usunąć lub skrócić parę scen, pozbyć się materiału choćby na pół godziny i byłoby w porządku. A scena seksu? Z jednej strony fajnie, że została przedstawiona tak naturalistycznie. To nie jest prezentowanie seksu zza kołderki. To pokazywanie miejsc intymnych i krążących wokół nich palców oraz języków. Dziewczyny są zgrabne, podobanie się zależy od gustu, ale na pewno daleko im do typowych aktorek z lesbijskiego porno. Pozostaje kwestia długości tej sceny, która dla mnie niestety jest minusem. Nie rozumiem, po co to komu. Gdyby potrwała chociaż połowę tego czasu (co dla mnie i tak byłoby pewnie za wiele), na pewno by wystarczyło. Naprawdę po minucie byłam w stanie skumać, że bohaterkom się podoba, że wiedzą, na czym polega seks między kobietami i że film huczy dosłownością. Pod koniec sekwencji zdecydowałam się na przewinięcie “akcji” do przodu, bo zaczęło mnie to najzwyczajniej w świecie nudzić.

Emilia: To ja długością filmu się nie zmęczyłam. A co do tej sceny – zgadzam się, że nie jest to tania pornografia. Ale niektórzy tak sądzą i chyba rozumiem dlaczego. Seks między dwiema kobietami jest bardzo zmysłowy. Czasem onieśmielająco zmysłowy. I wydaje mi się, że w przypadku filmu onieśmiela ta bezpardonowa nagość i zbliżenia obiektywu. A długość sceny widzowi nie pomaga. Jest jak taka mała, złośliwa katorga. I niestety chyba nie można jej pochwalić, wiedząc, że same aktorki czuły się przy tym po prostu źle.

Czy Życie Adeli to film LGBT?

Nadia: Wielu recenzentów skarży się wydźwiękiem tolerancyjnym, zawartym w filmie, twierdząc, że jest niewystarczający. Przeczytałyśmy opinię, że gdyby podmienić którąś z dziewczyn na faceta, nie zmieniając niczego w fabule, to nie odczulibyśmy zbytnio tej zmiany. Moim zdaniem to właśnie jest plus. Czy nie chodzi o to, aby traktować miłość na równi, niezależnie od tego, kto się kocha? Historia romansu może być identyczna dla każdego miksu płciowego w parze. Inną kwestią jest to, jakiej jakości jest ta opowieść.


Emilia: To po pierwsze. A dwa: w tym filmie jest przecież wątek nietolerancji (koleżanki Adeli) i marszu równości. Mało tego – pierwsza połowa Życia Adeli to odkrywanie swojej tożsamości psychoseksualnej. Ogólnie moim zdaniem spór o to, czy to jest film o lesbijkach, czy o uniwersalnej miłości nie ma najmniejszego sensu. Pstryczkiem w nos recenzentów, którzy biorą w tym sporze udział, może być moment, w którym Adela mówi: “nie jestem lesbijką”. No, chyba nie jest. Można powiedzieć, że jest bi. Można jej szukać jeszcze innej etykietki. Ale właściwie po co? Wystarczy w tej historii fakt, że bardzo mocno kocha Emmę. I to, co nas może tu poruszać, to wielkie uniesienia, a potem – powolne oddalanie się i tragiczny rozpad miłości, która i tak nigdy nie zniknie. Ja się jaram właśnie tym.

Czy trzy godziny życia są tego warte?

Emilia: Tak. Pod warunkiem, że – jeśli jesteście tak niecierpliwi jak Nadia – będziecie mieć pod ręką pilot albo myszkę, żeby pewne momenty bezdusznie pominąć. Wówczas sama historia, zmysłowość, montaż i piękne kadry powinny was satysfakcjonować. A ty co myślisz?

Nadia: Tak, jeśli czujecie, że powinno oglądać się klasyczne filmy, o których wszyscy mówią. Ja odhaczyłam Życie Adeli głównie z ciekawości. Nie zachwyciła mnie historia, a nie jestem taką fanką montażowych sztuczek, jak Emilka, aby kochać film właśnie dla nich. Seans mam za sobą, cieszę się, że poszerzyłam swoją popkulturową wiedzę, ale na pewno go nie powtórzę.

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *