Wyszukaj

Związek bez wyjścia z szafy?

Podziel się

Nasza szafa jest otwarta… do połowy. Do połowy Nadii, bo jej rodzina jest otwarta i mnie uwielbia. Moja połowa nigdy nie została otwarta i szczerze mówiąc, nie planuję jej jeszcze ani uchylać, ani zdejmować spektakularnie z buta. Da się tak żyć?

Gwoli wyjaśnienia: mama Nadii i mąż mamy Nadii wiedzą od nas od dłuższego czasu. Nie mają żadnego problemu. Widzą, że nam razem dobrze i to im wystarcza. Zaryzykuję nawet śmiałe stwierdzenie, że w wielu momentach traktują mnie jak własną córkę. Pomogli mi już tysiąc razy i każdej nieheteronormatywnej osobie życzę takich relacji z “teściami”.

Jednak jest druga strona: moi rodzice. Marnują resztę swojego życia w domu po dziadkach na wsi. Ojciec to patologiczny alkus, który spartolił mi całe dzieciństwo, a mama to zahukana, schorowana kobiecina z mentalnością ofiary. Cokolwiek w życiu robiłam inaczej niż chcieli (na przykład zostałam 7 lat temu wegetarianką, podczas gdy oni są zawzięcie mięsożerni), ojciec przeraźliwie się wydzierał, rzucał obelgami i groźbami, a mama płakała w kącie. W lepszych momentach zdarzało jej się stosować tanie manipulacje i udowadniać mi, że nie jestem taka, jakby chciała, bo nie jestem jej kopią (borze szumiący, jak dobrze, że nie powielam tych najgorszych schematów!). Na studiach odcięłam się od tego syfu, ale traumę i kompleksy zaniosłam na półroczną terapię. Brałam przez ponad rok antydepresanty. Teraz po prostu jakoś to jest. Mam Nadię, troje przyjaciół i rodzinę Nadii. Z nimi jest naprawdę dobrze. No i jestem już niezależna finansowo. Mogłabym zerwać więc kontakt z rodziną. Dlaczego to nie robię?

Mam horom madke. W sensie serio. Mama od ponad roku walczy z nowotworem i muszę przyznać, że to ją mocno zmieniło. Znacznie częściej niż kiedyś akceptuje moje decyzje. Gdy śmierć musnęła ją po policzku, mama najwyraźniej stwierdziła, że jakkolwiek jej nie odpowiadam, to wciąż mnie kocha i jestem ważnym elementem. Zapewne jednym z bardziej optymistycznych w jej spartolonym życiu. Nie widzę powodu, żeby tracić nasz ograniczony czas na “zrywanie kontaktu”.

Więc… dlaczego nie wie o mnie i Nadii? Bo okej, ojcu mogę nie powiedzieć nigdy. I tak rozmawiam z nim maks. 10 razy w roku. Podobnie z jednym z moich braci, który jest całkiem udaną kopią ojca. A co z mamą i drugim bratem, którzy starają się zawsze mi pomagać i zabiegają o nasz kontakt? Oboje myślą o świecie bardzo prosto. Ich poglądy są raczej hermetyczne i rzadko się zmieniają. Oczywiście w pakiecie tych poglądów znajduje się: “PEDAŁY DO GAZU”. Usłyszawszy, w jaki sposób moi “najbliżsi” mówią o mniejszościach seksualnych, musiałam zaciskać pięści, zęby i mózg, żeby nie wybuchnąć z przykrości. Tak, wiem. Ich reakcja może mnie pozytywnie zaskoczyć. Albo ich poglądy mogą ulec zmianie, gdy będzie chodziło o mnie, a nie o legendarnych transwestytów, którzy rzekomo machają kutasami na paradach i których widzieli tylko dziennikarze TVP.

I żeby nie było – moi wrocławscy przyjaciele oraz znajomi wiedzą. Nie mam problemu, żeby wyoutować się przed kimś, kto jest wobec mnie otwarty i życzliwy. Dla mnie o wiele większą wartość ma rodzina, którą sama sobie wybrałam, a nie ta, z którą łączą mnie tylko podobne rysy twarzy i dokumenty. Moje przyjaciółki i przyjaciel są, obok Nadii, taką rodziną, jaką zawsze chciałam mieć. I to szczerość wobec nich jest dla mnie kosmicznie ważna.

Wiem, że Nadia chciałaby, aby było inaczej. Chciałaby poznać mój dom i moją rodzinę. Pamiętam, że odbyłyśmy na ten temat kilka topornych rozmów. Niczym nastoletnia ja, zaniosłam swój problem na forum. Forum Kobiety Kobietom dedykowane paniom nieheteronormatywnym. A właściwie chciałam zanieść. Potem trafiłam na całą masę soczystych komentarzy, które skutecznie mnie od tego odwiodły. Generalnie znalazła się niejedna forumowiczka, która stwierdzała, że jak partnerka nie mówi o swoim lesbijskim związku rodzinie, to należy ją z miejsca rzucić, bo to znaczy, że jest zakłamana, hipokrytyczna i w ogóle najgorsza. Jebs. Kolejny pstryczek od świata. Tym razem ze strony społeczności LGBT+. I znów zrobiło mi się przykro.

Dużo o tym myślałam. Rozmawiałam z przyjaciółmi i z zaprzyjaźnioną psycholożką. I jakoś udało mi się od tych przykrości odciąć. Bo jedno jest pewne: ja sama znam siebie i swoją sytuację najlepiej. Wiem na przykład, że od ponad roku z potem balansuję na cienkiej linie, pod którą grasują na mnie stany depresyjne i generalnie rozpierdol. Moje wewnętrzne dziecko wciąż mocno przywiązane jest do rodziny i martwi się o to, co ona o nim powie. Jeśli to dziecko zostałoby teraz zranione – jestem pewna, że spadłabym ze wspomnianej liny. Na razie próbuję żyć. Przejść przez okres próbny w nowej pracy i zacząć zarabiać tak, żeby nie martwić się, że będę żreć gruz. Obronić pracę dyplomową. Rozwijać swoje pasje. Kochać ludzi, którzy kochają mnie. Daję z siebie niewiele, ale wszystko, co na ten moment mam. Wiem, że kiedy osiągnę stabilizację zewnętrzną, będę mogła wrócić na terapię i zająć się messem wewnętrznym. Po prostu. Nie jestem gotowa na spektakularne konfrontacje z rodziną. Potrzebuję czasu i nie widzę powodu, dlaczego miałabym go sobie nie dać.

Ale inni go widzą. Wiecie, kto? Sędziowie. Z naszej tęczowej społeczności. Którym wydaje się, że coming out powinien dla każdego mieć ten sam model i jakiś deadline. Proszę was, nie róbcie tak. Jasne, super żyć w ujawnieniu przed calutkim światem. Jasne, rodzina wydaje się najważniejszymi osobami i fajnie byłoby, gdyby wiedzieli. I zazdroszczę wam, jeśli podołaliście temu wyzwaniu. Ale nie mierzcie wszystkich swoją miarą. Nie twórzcie zasad w tej kwestii. Bo jak widzicie – ja z Nadią mam mimo połowicznie otwartej szafy bardzo piękny związek. Bo moja partnerka ogranicza oceny na rzecz słuchania mnie i okazywania mi zrozumienia. Bo jeśli jesteście w takim związku, to coming out musi być wyłącznie waszą decyzją. Nie podejmujcie jej nigdy przez strach, że zostaniecie porzuceni albo zlinczowani. Skoro ci wszyscy sędziowie tak głośno mówią o konieczności życia zgodnie ze sobą, to niech będą uprzejmi się od was odpierniczyć i pozwolić wam wyoutować się właśnie zgodnie z wami!

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...
Tags:

6 komentarzy

  1. XXX 17 lutego 2019

    Naprawdę świetny tekst. Daje dużo do myślenia. Pozdrawiam 😉

    Odpowiedz
    1. Emilia 28 lutego 2019

      Pięknie dziękuję i również pozdrawiam. <3

  2. Asiek26 18 lutego 2019

    Dokładnie, masz rację 😉 popieram, choć ja mój coming out mam za sobą, ale dlatego że mam tolerancyjna mamę. 😉

    Odpowiedz
    1. Emilia 28 lutego 2019

      Dziękuję! I pozdrowienia dla mamy, bo takich mam światu trzeba!

  3. Y. 18 lutego 2019

    Jakie to jest kurcze smutne, że społeczność LGBT często jest wobec siebie nietolerancyjna

    Odpowiedz
    1. Emilia 28 lutego 2019

      Strasznie smutne. 🙁 Sami powinniśmy wiedzieć najlepiej, że nie można fundować komuś takich rzeczy.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *