Wyszukaj

“Zakochałam się w surogatce” – recenzja filmu “Nina” [spoilery!]

Podziel się

Czytając recenzje przed pójściem na “Ninę”, natknęłyśmy się na sporo opinii zachwalających film za to, że z nietolerancją walczy on pokazaniem namiętnego, silnego uczucia między dwojgiem ludzi – po prostu ludzi. Polski film LGBT+ bez wyostrzania homoseksualizmu? Zapowiadało się spoko. Niestety, z kina wyszłyśmy… chyba rozczarowane.

Reżyserką Niny jest Olga Chajdas. Film zgarnął parę nagród, w tym Złoty Pazur i Nagrodę Onetu. Jeśli chodzi o fabułę, skupia się ona na początku na małżeństwie Niny (w tej roli Julia Kijowska) oraz Wojtka (Andrzej Konopka). Oboje pragną dziecka, lecz wszelkie metody poczęcia go zawodzą. Dlatego zapada decyzja o znalezieniu surogatki, a i to okazuje się niełatwe. W końcu małżeństwo poznaję Magdę (Eliza Rycembel) – młodą, pozornie szczęśliwą i niemającą zobowiązań lesbijkę, w której Nina i Wojtek upatrują szansy na dziecko. Plany krzyżuje fakt, że niespodziewanie Nina zaczyna darzyć Magdę silnym, porywistym uczuciem.

Emilia: Zacznijmy od historii, bo chyba z nią mamy największy problem. Podoba mi się sama chemia między Niną a Magdą (na którą swoją drogą przyjemnie się patrzy, bo aktorka jest piękną kobietą). Pierwsza: poważna, elegancka nauczycielka francuskiego po trzydziestce, którą łatwo przestać lubić za – proszę wybaczyć wyrażenie – kij w dupie. Naprzeciw niej Magda: wesoła i beztroska blondynka w czerwonym dresie, którą ogólnie niewiele martwi. Są z dwóch różnych światów, a dzięki temu magnetyzm między nimi jest kosmiczny. To jak najbardziej spoko. 

Nadia: Fakt. Ja akurat polubiłam obie panie bez większego problemu. Z Magdą mogłabym iść na piwo, Nina wydaje się po prostu w porządku. Cała reszta bohaterów nie ma zbyt wielkiego znaczenia. No dobrze. Może jeszcze Wojtek. Ale to typowy facet w latach idealnych na kryzys wieku średniego. W liceum tworzył z Niną zapewne fajną parę, ale w międzyczasie ona dorosła, on niespecjalnie i toczy im się to jakoś tak koślawo. Nie oceniam pomysłu zatrudnienia surogatki. Ale proponowanie takiej fuchy dziewczynie, którą poznało się przypadkowo, rozwalając jej samochód, jest już trochę dziwne, ale w sumie co ja tam wiem. Ja nigdy kogoś takiego nie zatrudniałam. 

Emilia: A to tylko jedno z wielu dziwactw… Ale o tym później. Ja chciałabym się zatrzymać na chwilę przy samej kwestii przedstawienia miłości między osobami homoseksualnymi. Kwestia tego, co bohaterki mają między nogami, miała być podobno nieistotna. Tymczasem miałam wrażenie, że reżyserka ze skóry wychodziła, żeby podkreślić lesbijstwo Niny i Magdy. Chociażby fakt, że Nina jest nauczycielką francuskiego. Rozbawiło mnie, że nawet Wojtek w scenie, w której dowiedział się o zdradzie, stwierdził: “jakie to francuskie”. A Magda musiała sikać na śnieg przez lejek? W sensie okej, może się czepiam, ale po cholerę takie podkreślanie i realizowanie lesbijskich stereotypów? Po filmie wyższych lotów spodziewałam się braku takich niuansów. Tobie to nie przeszkadzało, Nadia?

Nadia: Zwróciłam na to uwagę, ale jest to na tyle niekreatywne i typowe, że się tym nie przejęłam. Niech Nina uczy sobie tego, na co ma ochotę. Niech się spotykają w instalacji artystycznej przedstawiającej macicę. Niech Magda gra w piłkę nożną i niech sobie nawet będzie z tych puszczalskich. Chociaż akurat to ostatnie przeszkadzało Ci chyba najbardziej?

Emilia: Tak! Bo jestem już zmęczona faktem, że filmowe postacie LGBT+ muszą uprawiać przypadkowy seks w klubowych kiblach. Nie sądzisz, że to utrwala w głowach ogółu bzdurne przekonanie, że mamy 18283884 partnerów rocznie i że nic, tylko ruchamy się po kątach? Ja wiem, że niektórzy ludzie tak robią w rzeczywistości, ale skoro to niczego nie wnosi do obrazu psychiki bohatera czy do samej historii, to jak pytała wytrwale Kayah: po co? po co? po co? po co? 

Nadia: Wniosło to, że jest wyzwolona, heh! I że lubi mężatki, co zarzuca jej kumpela – Lola (swoją drogą pojawienie się w tej roli naszej kochanej Marii Peszek było miłą niespodzianką). Takie sceny były przeplatane fajnym humorem i luźnym zobrazowaniem tej społeczności. Moim zdaniem wychodzą w tym filmie raczej na plus. Ale no dobrze. Zanim jednak przejdziemy do naszej opinii na temat zakończenia filmu, może wspomnimy coś o tej technicznej stronie? Mnie najbardziej podobała się oprawa muzyczna, której autorem okazał się Smolik. Obraz przez długi czas jest dość ciemny. Rozumiem ten zabieg, wiem, co reżyserka chciała przez to przekazać w danej scenie, ale jednak męczyło mnie, że tak rzadko miałam szansę przyjrzeć się dokładnie wyrazom twarzy bohaterów. To chyba jednak dość nieprofesjonalna opinia i moje głupkowate czepialstwo laika.

Emilia: Raczej Twój pragmatyzm i konkretyzm, kochanie. Warto też wspomnieć o kolorystyce. W pierwszej połowie filmu można zauważyć względną konsekwencję: sceny Magdy to barwy ciepłe, głównie czerwień, a sceny Niny i Wojtka to odcienie chłodne (szarość i błękit). Im dalej w las, tym tej konsekwencji mniej. I cholernie żałuję, że podczas samego seansu nie skupiłam się na tym wystarczająco, aby ogarnąć zamysł. Może ktoś z Was, kto oglądał “Ninę”, ma jakiś pomysł? Bo mnie się wydaje, że wszystko się pomieszało w drugiej połowie, a to mogłoby symbolizować chaos i armagedon, które nastąpiły potem… No właśnie. A teraz możemy pomówić o końcówce, bo chyba ona pozostawiła niesmak.

Nadia: To prawda. Dla mnie podwójny. Film okazał się całkiem długi, bo trwał ponad dwie godziny. Nie spodziewałam się tego i niezbyt inteligentnie wymierzyłam moment korzystania z toalety, upierając się, że wytrzymam do napisów. Ostatnie 20-30 minut upływało mi więc na nerwach otaczających mój pęcherz oraz mózg, bo wydarzenia na ekranie wcale mnie nie uspokajały. Po seansie wybrałyśmy moment przerwanej kąpieli Niny i Magdy za kluczowy. Od tamtego momentu dzieją się rzeczy niezwykłe. Zachowania bohaterek (głównie Madzi) jak na moje są absurdalne. Rozumiem, że miały być rozchwiane emocjonalnie, popierdolone (co o sobie Nina zresztą parę razy wykrzykuje) i w ogóle załamane, ale no, szanujmy się. Scena w łóżku z Wojtkiem była dla mnie kresem. No i ta ostatnia. Bohaterki niby na siebie patrzą, ale nie są ujęte w jednym kadrze. Że niby mamy się zastanawiać, czy one aby na pewno patrzą na siebie? Czy akurat ten zabieg “dogłębiania” filmu wyszedł przypadkiem? Trudno mi było już po tym wszystkim trzeźwo ocenić. 

Emilia: Z tym popierdoleniem bohaterek miało pewnie chodzić o to, że od tej zakazanej miłości wszystkim siadło na mózgi. Życiowo!  Ale zgadzam się i wydaje mi się, że “Nina” dowodzi, jak łatwo przegiąć z tą artystyczną dziwnością. Którą ja osobiście lubię, ale nie w takim opakowaniu. Tutaj świetną robotę zrobiła chemia między bohaterkami, gra aktorska Kijowskiej i Rycembel oraz subtelność dialogów (zamiast mówić: “ej, Nina, przespałam się z twoim mężem”, Magda przykłada dłoń kochanki do swojego brzucha i takie smaczki są naprawdę super). I muzyka Smolika. Ale wciąż czekam na film LGBT+, który nie będzie okraszał pięknie narysowanego uczucia jakimiś dziwactwami.

Emilia Nadia

A wy jakie macie odczucia po seansie?

 

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *