Wyszukaj

To przywilej, że urodziłam się we właściwym ciele. Piekło osób transpłciowych w Polsce

Podziel się

Najpierw przeczytałam tekst Miłość w czasach zarazy Janusza Schwertnera na Onecie. Potem zobaczyłam komentarze pod pewnym postem Uniwersytetu Wrocławskiego na Facebooku. I miałam ochotę krzyczeć. Jesteśmy paskudni w środku. Nasz strach jest paskudny. Tak się boimy tego, czego nie rozumiemy, że wysyłamy Ludzi do trumien. A kolejne tragedie niewiele nas uczą.

Kiedy poznałam R. 

Dwie prace temu miałam w załodze transseksualną dziewczynę. Pracowaliśmy w kampanii charytatywnej przeciwko przemocy wobec kobiet. Naszym klientem była organizacja wspierająca m.in. środowisko LGBT+. Powiedzenie otwarcie o moim biseksualizmie w tej grupie nie było więc dla mnie trudne. Szef zatrudnił R., która była w trakcie terapii hormonalnej. Nie była moją ulubioną co-workerką, nie było nam po drodze charakterami, ale pracując z nią, starałam się traktować ją… normalnie. Dając jej poczucie komfortu, ale bez robienia z niej jakiejś atrakcji. Myślałam, że to oczywiste. Myślałam, że nikt się z niej nie śmieje. Aż pewnego dnia dwoje innych pracowników w mojej obecności zaczęło obrażać R., śmiać się z niej w sposób do granic gimbusiarski i okrutny. Nie próbowałam kryć oburzenia, na co cudowny kolega odparł: “Ja nie mam nic do homoseksualistów, jesteś spoko, ale TO?! Trzeba mieć granice, przecież to baba z jajami, hehe”. Wtedy zrozumiałam, że choć jestem w dyskryminowanej mniejszości, to jednocześnie jestem uprzywilejowana. Bo urodziłam się we właściwym ciele i moją “inność” seksualną ludziom zaakceptować łatwiej niż “inność” mojej koleżanki. Jest to dla mnie, przepraszam, absolutnie popierdolone.

Zabiliśmy Milo

W 2019 roku w mediach głośno było o Milo Mazurkiewicz – wolontariuszce Grupy Stonewall. 17 maja organizacja ta opublikowała na swoim Facebooku informację, że transpłciowa Milo skoczyła z Mostu Łazienkowskiego w Warszawie. Przytoczono treść jednego z jej ostatnich wpisów w social mediach:

“Mam dość.

Mam dość tego, że jestem traktowana jak gówno.

Mam dość ludzi (psychologów, lekarzy, terapeutów) mówiących mi, że nie mogę być tym, kim jestem, bo wyglądam w nieodpowiedni sposób.

Traktujących mnie, jakbym to wszystko wymyśliła i potrzebowała papierów, aby to udowodnić.

Przywiązujących większą wagę do tego, jak wyglądam, niż do tego, jak się czuję.

Mówiących, że to dobrze, że moje wybrane imię brzmi neutralnie, że to dobrze, że moje ciało nie jest bardzo kobiece, że to dobrze, że nie wyoutowałam się w pracy (jeszcze).

Mówiących, że może powinnam przestać być (próbować być) sobą i zaczekać, aż inni lekarze i terapeuci zdecydują, że już mogę.

Mam dość tego wszystkiego.

Czasem to daje mi więcej siły do walki. Czasem sprawia, że chcę zakończyć swoje życie tu i teraz.

Czasami sprawia, że po prostu chce mi się płakać.

Chciałabym widzieć na horyzoncie jakąś nadzieję. Chciałabym usłyszeć coś innego niż “kiedyś w końcu będzie lepiej”. Chciałabym żyć pełnią życia już dzisiaj, w tym momencie.”

Zabiliśmy Wiktora

3 lutego na Onecie pojawił się tekst Janusza Schwertnera, pt. Miłość w czasach zarazy. Ja naprawdę rzadko płaczę, czytając lub oglądając jakiś materiał w Internecie, ale wtedy się uryczałam. Wiktoria była nastolatką, która w najbardziej trudnym okresie rozwoju postanowiła podjąć najwyższe ryzyko – być sobą. Dlatego postanowiła zostać Wiktorem. Mimo że dla grupy rówieśniczej Wiktor był mangozjebem, ciotą i pedałem. I o ile można jakkolwiek tłumaczyć okrucieństwo i głupotę dzieciaków w okresie “gimbazy”, to to, co się odbywa ze strony lekarzy i pielęgniarek zajmujących się Wiktorem… Jakim prawem te wszystkie persony opisane w artykule dostały dyplom? Jakim prawem pracują z dziećmi i wpędzają je do grobów?! Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ogromu cierpienia Wiktoria, jego przyjaciela i chłopaka, Kacpra, ani mam obu chłopców. 

Jak wygląda zmiana płci w Polsce?

Wyobraź więc sobie, że jako starter-pack od życia dostajesz ciało przez pomyłkę. Nie jest twoje. Czujesz to. Im więcej rozumiesz z otaczającego cię świata, tym bardziej wiesz, że siedzisz w więzieniu. Masz Internet. Pozwala ci jakoś przetrwać, nawiązać relacje z podobnie “innymi” jak ty. Dowiadujesz się, że jest droga ucieczki z tego więzienia. Okazuje się jednak, że wszyscy ludzie wokół ciebie, być może wliczają się w to również twoi rodzice, rodzeństwo i przyjaciele, chcieliby, żebyś siedział/a w tej celi. Nie chcą twojej wolności, bo totalnie nie rozumieją, co ci nie pasuje w ciasnym, zimnym, ale przecież bezpiecznym pomieszczeniu. 

Znajdujesz w sobie jednak odwagę, żeby pójść pod prąd i to zrobić. Jeśli masz skończone 18 lat, to pół biedy. Prawo zasadniczo pozwala ci zmienić (choć trafniejsze słowo to: “skorygować”) płeć, jeśli jesteś pełnoletni/a. Jeśli jednak odkryłeś/aś swoje więzienie jako nastolatek/-tka… Cóż. Po pierwsze, coming out przed rodzicami jest trudniejszy. Nie możesz od nich uciec, jeśli nie zaakceptują twojego prawdziwego jestestwa. Powiedz, jako 15-letnia osoba, swojemu konserwatywnemu ojcu i matce, która co niedziela zasłuchuje się w kościelnych kazaniach, że chcesz zmienić płeć. Możesz mieć dużo szczęścia i dostać zrozumienie. Szanse jednak nie są ogromne. Dla wielu rodziców to po prostu rzecz, której przez strach i tradycyjne przekonania nie są w stanie przyjąć tak po prostu – przynajmniej nie od razu. 

Może jakoś to u ciebie jest, a twoja mama albo przyjaciele wspierają cię, gdy idziesz na zakupy odzieżowe na dział inny niż ten dedykowany twojej płci biologicznej. Potem jednak idziesz do szkoły lub pracy. Za plecami lub prosto w oczy nazywają cię dziwadłem, wynaturzeniem, pedałem, zboczeńcem. Potem scrollujesz Facebooka i czytasz komentarze, w których takim, jak ty, życzy się zagazowania w obozie. Czasem bardziej pasywnie – ktoś powie lub napisze, że współczuje, że osoby transpłciowe są zagubione i niech Bóg im wybaczy i ma je w swojej opiece. No więc po przeczytaniu takich obrzydlistw wychodzisz po bułki, czujesz na sobie TE spojrzenia i cały/a jesteś spięty/a z obawy o swoje bezpieczeństwo. 

No i te przeklęte piersi. Wyznacznik kobiecości lub jej braku. Obwiązujesz się na ciasno bandażami albo wkładasz coś pod bluzkę, próbując dzięki temu choć na chwilę nie myśleć, że twoje ciało nie wygląda tak jak “powinno”. 

Wymyślasz sobie nowe imię. Podoba ci się. Jesteś zadowolony/a, że dzięki niemu zaczniesz się czuć bardziej sobą. Prosisz w szkole, uczelni lub pracy, żeby się do ciebie zwracano w ten sposób. Część stosuje się do tego. Dużo to dla ciebie znaczy. Jednak kiedy nauczyciel lub prowadzący wyczytuje cię z listy po starym imieniu, a ktoś z tylnej ławki tłumi złośliwy śmiech, czujesz się zajebiście upokorzony/a i chce ci się płakać. Bo to po prostu ma dla ciebie ogromne znaczenie. Dlaczego miałoby nie mieć? 

Krótka przerwa na bardzo dobrą reklamę Starbucksa:

 

Okej, masz skończone 18 lat. To jednak nie oznacza, że jesteś wolny/a. To oznacza, że twoja walka o wolność dopiero się zaczyna. Czekają cię rozmowy z lekarzami, którzy będą cię d i a g n o z o w a ć. Pół biedy, jeśli trafisz na dobrego specjalistę. Możesz jednak nie mieć farta i – tak jak Wiktor z tekstu Schwertnera – usłyszeć od lekarza, że on się na tym nie zna, że w dupie się tej młodzieży przewraca, że ci się coś wydaje. Kolejne upokorzenia. Kolejne próby sabotażu. To się robi naprawdę trudne.

Brutalną prawdę odkrywa portal Crossdressing.pl:

Niestety, mimo szeregu zaświadczeń i wyników badań, zawsze ostateczną decyzję podejmuje lekarz prowadzący. W Polsce niewielu seksuologów potrafi profesjonalnie zająć się osobami chcącymi zmienić płeć. Jest ich raptem kilku-kilkunastu specjalistów. Wizyta u przygodnego lekarza może skończyć się tragicznie. Są na przykład seksuolodzy, którzy wręcz szczycą się tym, że wszystkich swoich pacjentów skutecznie zniechęcili do zmiany płci…

Smutna prawda jest taka, że nawet seksuolodzy zajmujący się zaburzeniami identyfikacji płciowej kierują się indywidualnymi kryteriami, często niezgodnymi z obecnym stanem wiedzy na świecie. Dla przykładu niektórzy lekarze nie postawią diagnozy, gdy dowiedzą się, że pacjent ma homoseksualną orientację seksualną. Inni odrzucą pacjenta, gdy dowiedzą się, że nie chce wykonywać wszystkich operacji. Stąd też wiele osób ubiegających się o zmianę płci po prostu kłamie… W internecie znaleźć można nawet quasi-poradniki, podające jak się zachowywać i co mówić konkretnemu lekarzowi, by uzyskać od niego pozytywną diagnozę.

Jeśli ktoś ma problem z uzyskaniem diagnozy u jednego seksuologa, zazwyczaj idzie do innego. Są tacy lekarze, który wystawiają diagnozę praktycznie każdemu, po uiszczeniiu odpowiedniej zapłaty za bliżej nieokreśloną „opiekę medyczną”. Brak jasnych procedur w diagnozowaniu doprowadziło więc do powstania swego rodzaju podziemia.

Wszyscy lekarze zazwyczaj odrzucają wszystkich pacjentów, którzy mają wątpliwości. Jeśli więc ktoś nie jest do końca pewny, czy chce zmienić płeć, lekarze zazwyczaj będą starać się przekonać, że nie warto.

Niektórzy lekarze już na etapie diagnozy podają pewne medykamenty wpływające na gospodarkę hormonalną. Np. podawanie tzw. blokerów testosteronu może być elementem diagnozy u osób m/k (zmniejszając libido pacjenta lekarzowi sprawdza intensywność fetyszyzmu).

Jeśli pomyślnie przejdziesz przez cały ten cyrk… to i tak dopiero początek… Przed tobą operacja, proces sądowy, zmiana płci prawnej i kolejne operacje… Dużo bólu. Dużo strachu. I potencjalnych komplikacji. Przez co najmniej rok (przy dobrych wiatrach).

I jeszcze jedno. Musisz sobie wyczarować skądś przynajmniej kilkanaście tysięcy, bo państwo nie sfinansuje twojej zmiany płci. 

Nie bądź jednym z setek ciosów w twarz

Możesz nie rozumieć, jak to jest urodzić się w niewłaściwym ciele. Możesz nie czuć się komfortowo, poznając po raz pierwszy osobę transpłciową, bo nawet jak masz dobre intencje, nie będziesz potrafił/a spojrzeć na nią “normalnie”. Jednak nie pozwól, żeby to wszystko sprawiło, że staniesz się kolejną szpilą, która wbije się w tych pięknych i odważnych ludzi. Trzeba mieć bowiem naprawdę niewyobrażalną siłę, żeby przejść przez to wszystko, żeby zawalczyć o swoją autentyczność i o czucie się ze sobą po prostu dobrze. Pracuj więc nad swoim podejściem, edukuj siebie i edukuj innych, zwracaj się do osób transpłciowych tak, jak sobie tego życzą i zabieraj dobitny głos, kiedy ktoś próbuje ich atakować. Niezależnie od tego, z jaką płcią się indentyfikujesz, kogo kochasz i z kim sypiasz, to walcz zawsze o pochwałę autentyczności.

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *