Wyszukaj

Czy lesbijska śmierć łóżkowa istnieje?

Podziel się

Naturalne jest, że związek się zmienia. Konsekwencją upływającego czasu zawsze jest rozwój albo regres. A jak jest z seksem? Dla lesbijek już w latach 80. stworzono termin “lesbijska śmierć łóżkowa”. Co on oznacza i dlaczego odnosi się akurat do nas? Ile ma wspólnego z prawdą?

Co to jest lesbijska śmierć łóżkowa?

W latach 70. i 80. seksuolożka i socjolożka, Pepper Schwartz, wraz z psychologiem, Philipem Blumsteinem, badali różne kwestie związane z seksem Amerykanów i Amerykanek. W 1983 roku rezultaty swojej pracy opublikowali w książce American Couples: Money – Work – Sex. To właśnie tam można było natknąć się na termin ‘lesbian bed death’ (lesbijska śmierć łóżkowa). Według Schwartz “długoterminowe” lesbijskie pary uprawiają znacznie mniej seksu niż inne typy partnerów/ek. Badaczka oparła swoje badania na kwestionariuszu. Chodziło zwłaszcza o pytanie: “jak często w ciągu ostatniego roku ty i twój/a partner/ka mieliście stosunki seksualne?”. W ankiecie dotyczącej m.in. seksu udział wzięło 12 tysięcy par, w tym 788 par lesbijskich. 300 z nich zaproszono do bardziej szczegółowego wywiadu. Według ich odpowiedzi tylko 1/3 kobiet homo- i biseksualnych w związkach jednopłciowych uprawiała seks raz w tygodniu lub częściej. 47% lesbijek w dłuższych związkach uprawiało seks raz w tygodniu lub rzadziej. Dla porównania wśród heteroseksualnych par będących w związku co najmniej 2 lata 2/3 z nich uprawiało seks raz w tygodniu lub częściej, zaś raz w tygodniu lub rzadziej – tylko 15%. Ponadto badacze podkreślili, że pary lesbijskie są w zakresie swoich technik łóżkowych bardziej ograniczone niż inne typy par. Następne lata miały stać się dla lesbijek czasem stereotypów i żartów, że hehe, na drugiej randce lesbijki już się do siebie wprowadzają”. 

Główny problem: co to jest seks?

Kiedy ktoś się dziwi, że jak to tak lesbijski seks, bez penisa?, to Nadia zawsze wyraża takiej osobie głębokie współczucie. Jeśli dla kogoś życie łóżkowe sprowadza się do penetracji, to faktycznie musi mieć to życie smutne. Lesbijki doskonale to rozumieją: często ważniejsze niż sam orgazm, obecność palców czy wibratora, jest to, co dookoła – pieszczoty, pocałunki, czułe słówka, bliskość ciał. Z tego też powodu amerykańska filozofka, Marilyn Frye (znana z feministycznych poglądów) skrytykowała badanie Schwartz. Zakwestionowała jego metodologię, jako że wówczas popularne było definiowane stosunku seksualnego jako włożenie penisa do pochwy. Wąskie pojmowanie seksu mogło tłumaczyć, dlaczego uczestniczki ankiety wypadły tak “słabo”. Podobnie naukowcy Cohen i Byers stwierdzili, że respondentki mogły nie uznawać za seks dotykania genitaliów, kontaktów oralnych czy działań takich jak na przykład całowanie. Ponadto we własnych badaniach w 2014 roku (Beyond lesbian bed death: enhancing our understanding of sexuality of sexual-minority women in relationships), gdzie uwzględnili 600 kobiet w długoterminowych związkach jednopłciowych, ustalili, że 3/4 z nich w miniony miesiącu zaangażowało się w co najmniej jedną aktywność seksualną opartą na genitaliach, a 88% zgłaszało codzienną aktywność seksualną niegenitalną.

Czas zmienia (wszystkie) związki

Jak wracam myślami do początków naszego związku, to nie mogę uwierzyć, jak ogromna zmiana w naszym łóżku zaszła w ciągu niecałych dwóch lat. Wiadomo: na początku jest fascynacja. Odkrywanie. Biłyśmy własne rekordy orgazmów i zasypiałyśmy ze zmęczenia nad ranem. Choć było to fantastyczne, cieszę się, że już tak nie jest, bo prawdopodobnie taki tryb na stałe by nas zamęczył. 🙂 Oczywiście w momentach pełnych stresu, bardziej zapracowanych i przemęczonych łóżko służy nam teraz tylko do spania i oglądania seriali. Niemniej nie uważam, żeby nasz związek dotknęła “śmierć łóżkową”. Zmieniłyśmy się, ale pieszczoty nie przestały być przyjemne, kiedy nasze ciała wysyłają nam sygnały o podnieceniu. Piszę o tym, bo Cohen i Byers podkreślili jakże ważną rzecz: zarówno heteroseksualne, jak i żeńskie pary jednopłciowe wykazywały spadek częstotliwości kontaktów płciowych, podczas gdy kontakt niegenitalny nie zmniejszył się. 

Co się liczy w seksie dla kobiety?

Badaczy, którzy zakwestionowali metodologię badań Schwartz, można by wymienić sporo. Oczywiście są badania, z których wynika, że kobiety w stałych związkach (nie tylko jednopłciowych) – odczuwające większe poczucie bezpieczeństwa – mają mniejsze libido. Jednocześnie ciekawa jest inna rzecz: według  Frye lesbijski stosunek seksualny trwa dłużej: długotrwałe małżeństwa heteoseksualne uprawiające seks częściej niż raz w miesięcu (85% ankietowanych) kończy stosunek w około 8 minut. U lesbijek, choć stosunek następuje rzadziej, trwa nawet 30 minut. Kobiety w związkach jednopłciowych są bowiem nastawione głównie nie na sam orgazm, ale na całą “otoczkę” przed nim. Różnicę między jakością seksu wśród par lesbijskich, gejowskich i heteroseksualnych, którą zauważyła Frye, potwierdzili też inni badacze. Ale z jakiegoś powodu o tym się za dużo nie mówi.

Czy “lesbijska śmierć łóżkowa” to wytwór homofobii?

Na koniec jeszcze jedna ciekawa perspektywa przemawiająca na naszą korzyść. Suzanne Iasenza, również psycholożka i seksuolożka, w 2001 roku odpowiedziała na badania Schwartz artykułem: Wielkie kłamstwo: lesbijska śmierć łóżkowa. Zauważyła w nim, że istnieje wyjaśnienie, dlaczego lesbijki rzadziej uprawiają seks, które w badaniach z lat 80. pominięto. Jest nim to, że mężczyźni i kobiety są inaczej “uspołecznieni”: mężczyzn przekonuje się, że mają być aktywnymi podmiotami seksualnymi, a kobiety – biernymi obiektami. Kiedy więc stosunek następuje między dwiema kobietami, obie mogą mieć problem z naturalnym podjęciem inicjacji kontaktu. A przez to ich łóżka mogą stygnąć. Ponadto Iasenza pisze wprost: skutki kulturowej i zinternalizowanej homofobii i mizoginii wywołują uczucie wstydu seksualnego. I chyba trudno odmówić jej racji.

Mam nadzieję, że przekonałam was, że lesbijska śmierć łóżkowa to termin przestarzały i wątpliwy pod względem naukowym. Polecam zapoznać się dokładnie z poniższymi artykułami:

Suzanne Iasenza, The big lie: lesbian bed death

The Wiley Handbook of Sex Therapy (edited by Zoë D. Peterson)

Carol Tavris, Modern arrangements

 

 

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *