Wyszukaj

Koniec odsiadki! Nasza recenzja 7. sezonu Orange Is The New Black [uwaga, spoilery!]

Podziel się

Niby to dobrze, że wszystko kiedyś się kończy i że mimo dochodowości produkcji nowy, 7. sezon Orange Is The New Black jest zarazem ostatnim. Mimo to zostawia nam w sercach pustkę. Jak oceniamy epilog jednego z naszych ukochanych seriali?

Emilia: The animaaals, the animaaals trapped, trapped, trapped till the cage is full! Nadal nie wierzę, że to już naprawdę koniec. Zaczęłyśmy oglądać Orange wspólnie, jeszcze zanim byłyśmy w związku. I nie wiem, jak ty, ja uważam ten serial za jeden z moich ulubionych, jeśli nie ulubiony. Dlatego bardzo bałam się ostatniego sezonu. Bałam się, że będzie rozpaczliwym wyciskaniem z bohaterek rzeczy, które należałoby zostawić w spokoju już w sezonie 6. Na szczęście przyjemnie się zaskoczyłam.

Serial, który jest kobietą – nasza recenzja Orange Is The New Black

Nadia: Też miałam obawę, że będzie to zrobione na siłę. Często tak jest przy ostatnich sezonach. A przecież w 6. główna bohaterka opuściła więzienie, więc koniec historii wydawał się naturalny. Na szczęście twórcy postanowili podomykać większość pozostałych wątków.

Emilia: I to podomykanie było najzwyczajniej potrzebne. Trzymałam kciuki za niektóre szipy, zastanawiałam się, czy Piper – zgodnie ze znaną z poprzednich sezonów i innych bohaterek tendencją – wróci na drogę nieprawości, czy Red przestanie być kłębkiem nieszczęść… I jestem chyba usatysfakcjonowana. Choć jak zauważyłaś podczas wspólnego oglądania, byłam wkurzona, że w tym sezonie wszystko, raz za razem, się pieprzyło i finał zapowiadał się jako stwierdzenie, że żaden związek nie może przetrwać i żadna więźniarka nie może wyjść na prostą, No i że system jest do bani i nikt z nim nie wygra. A taki koniec przytłoczyłby mnie – i pewnie nie tylko mnie – na wiele tygodni. Mam wrażenie, że twórcy przy kończeniu 12. odcinka skapnęli się, że zrobiło się zbyt ponuro i dlatego 13. był w klimacie “stay strong”. Ale to chyba dobrze. Suma summarum, 7. sezon Orange Is The New Black kończy się dobrze, prawda?

Nadia: Dobrze, bo ludzie nie chcieliby, aby taki serial skończył się źle. Uważam jednak, że trochę za długo kumulowało się to zło, aby nagle wszystko wyleczyło się w ostatnim odcinku. Mogli to troszeczkę bardziej rozłożyć na cały sezon niż nakręcać taką spiralę załamania nerwowego. 

Emilia: No właśnie! Nie była to zbyt zgrabna klamra, jeśli o to chodzi. Za to jej atutem według mnie było sfokusowanie się na czymś nowym: deportacjach imigrantów, nielegalnie przebywających w Stanach. Z jednej strony chciałoby się powiedzieć: “trzeba było nie wjeżdżać bezprawnie do kraju”, a z drugiej hala z upchniętymi jak drób w hodowli przemysłowej kobietami jest obrazem dramatycznym – obrazem ludzi. Czyichś matek, żon, dziewczyn, które w USA mają całe swoje życie i nagle muszą je porzucić i wrócić do miejsc, z których rozpaczliwie uciekały w poszukiwaniu czegoś dobrego. Mnie to strasznie poruszyło. I co by nie mówić, to jest kontrowersyjne. Bo Orange w ogóle od dawna nie boi się brać za rogi kwestii, o których dopiero uczymy się otwarcie mówić. Jest przecież homo-, bi- i transseksualność, są nierówności ekonomiczne i rasowe, jest przemoc wobec kobiet, choroby psychiczne… Cały repertuar mało wygodnych tematów.

Życie po buncie – nasza recenzja 6. sezonu Orange Is The New Black (uwaga – spoilery!)

Nadia: Fakt, Orange zawsze dobrze radziło sobie z tego typu sprawami. Nie boją się ich poruszyć, nawet jeśli oznacza to upchnięcie absolutnie wszystkiego w jedno więzienie. Potrafią też budować napięcie, znęcać się emocjonalnie nad widzami, aby pękało im serduszko. Zarówno na smutny los jak i kłopoty miłosne, których oczywiście w sezonie nie zabrakło. Od razu dodam – wątek samej Alex – wyjątkowo niezgrabny. Miała wiele ciekawszych możliwości na radzenie sobie z odległością, bo oczywiście sam problem związku na odległość musiał zostać poruszony i dobrze, że się pojawił.

Emilia: W sensie? Uważasz, że to, co się wydarzyło między Piper a Alex przed ostatnią sceną ostatniego odcinka, było marnie poprowadzone?

Nadia: Uważam, że to, co wydarzyło się między Alex a strażniczką było marnie poprowadzone. Sam wątek Piper i Alex był w porządku. Gdyby tylko zmienić strażniczkę na inną więźniarkę albo nawet Nicky, byłoby lepiej. 

Emilia: Pytanie, czy to nie jest po prostu kwestia tego, że nie lubimy postaci tej strażniczki. 

Nadia: To swoją drogą. Ale jednak to był taki trochę syndrom sztokholmski z oprawc-totalną-fajtłapą. No, jestem po prostu na nie. Sama strażniczka mi wcześniej jako postać nie przeszkadzała. A Piper przecież też dostała nową kobietę i jej postać polubiłam, mimo że prawie rozwaliła szip. 

Emilia: W sumie racja. Ja się bałam, że skończy się źle i że serial nam powie, że popieprzone i pokiereszowane związki prędzej czy później muszą się rozbić. I nie przeżyłabym takiego wydźwięku! Miłość Alex i Piper, choć z boku patrząc, totalnie pogrzana, była przez te wszystkie sezony kręgosłupem. Czasem pokazywała się bardziej, czasem mniej. Zawsze jednak pozostawała ta nadzieja, że jak się wszystko rozpieprzy z hukiem, to chociaż one się pogodzą, pocałują i powiedzą coś pięknego na temat kochania. Dziękuję, twórcy, że tego nie popsuliście!

Nadia: Bardzo spodobał nam się ostatni odcinek. Fajnie, że twórcy pokazali chociaż krótki moment z tego, co tam słychać u pozostałych bohaterek, które nie występowały w ostatnim sezonie. No i te scenki po napisach – rozczulające! Słowem, to udany sezon. Może nie wybitny, ale udany. Jest dobrym zwieńczeniem całej historii i za to ma u nas wielką okejkę. Oby więcej takich produkcji! 

Podzielcie się w komentarzach swoimi wrażeniami. 😉 

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *