Wyszukaj

Ja tylko po rzeczy

Podziel się

Rozstały się gwałtownie i w ogromnym gniewie. Fala uderzeniowa ich zerwania na wiele dni uziemiła je w łóżkach – osobnych – z płaczem i mnóstwem alkoholu. Minęły dwa miesiące. Magda zdążyła już urządzić się w nowym mieszkaniu, które wynajmowała z przypadkową dziewczyną poznaną w Internecie. Jakimś cudem upchnęła w 12-metrowej klitce zwanej pokojem studenckim wszystkie instrumenty i piętrową klatkę z ukochanymi szczurami. Brała tyle nadgodzin w pracy, ile tylko mogła. Dużo czytała, ale starała się teraz jak najwięcej widywać ze znajomymi, żeby nie pozwolić wyjść niesłabnącej tęsknocie za Wiktorią na powierzchnię świadomości. Szło jej naprawdę nie najgorzej. Aż to tego wieczoru.

            Rozmiękczając ciało w wannie, usłyszała powiadomienie SMS. Sięgnęła leniwie po telefon. Kiedy zobaczyła, że to Wiktoria (niepodpisana już jako „kochanie”, podpisana oficjalnie, z nazwiskiem), w sekundę skamieniała. Miała wrażenie, że w jej brzuchu zawiązał się supełek, a mimo gorącej wody dostała gęsiej skórki. Wszystkie wiadomości już dawno usunęła, więc w dymku widniała ta jedna, bez emotek, wyraźnie napisana ze starannością interpunkcyjną, jakiej Wiktoria nigdy nie praktykowała w codziennej komunikacji z bliskimi:

Cześć. Robię porządki i znalazłam jeszcze kilka twoich rzeczy. Wiem, że zależało ci na tych bordowych botkach i właśnie odgrzebałam je wraz z kilkoma innymi drobiazgami. Czy jesteś w stanie je odebrać? Wiktoria

Jeszcze ten podpis na końcu… Pewnie była pewna, że Magda usunęła jej numer. Magda czytała wiadomość kilkanaście razy. Małymi kęskami trawiła każde słówko, szukając w wiadomości… chyba sama nie wiedziała czego. Shit, miejmy to z głowy, pomyślała.

Cześć. Dzisiaj mam chwilę. Przyjadę po rzeczy o 21.

Szybko dostała w odpowiedzi Ok, po którym przez kilka minut uspokajała oddech. Woda była już coraz chłodniejsza. Magda szybko wyszła z wanny i zawinięta w ręcznik, powędrowała do pokoju, aby wygrzebać z szafy coś, co kupiła ostatnio (czego Wiktoria nie znała) i w czym wyglądałaby jak milion dolarów. To było oczywiste, że musi się odwalić i sprawić, że jej eksdziewczyna spojrzałaby na nią z tęsknotą. Tak trzeba z byłymi.

Nie mogła jednak wyglądać, jakby szła na galę Oscarów. Wybrała więc zdobytą niedawno na Vinted, czarną sukienkę z koronką przy dekolcie, w której wyglądała kusząco, lecz mogłaby z powodzeniem iść w niej casualowo do pracy lub na uczelnię. Z najwyższą starannością wykonała delikatny, lecz bardzo ładny makijaż. Postanowiła nie mieć litości i przejechała usta jasnoróżową szminką w odcieniu, który Wiktoria zawsze zauważała i komplementowała. Narzuciła na siebie płaszcz i wciągnęła na nogi botki na obcasie. Wyszła z domu zestresowana bardziej niż przed maturą i pierwszą randką razem wziętymi, ale była usatysfakcjonowana.

Wpakowała się do autobusu 113. Trasę znała na pamięć. Na początku związku jeździła tak do Wiktorii prawie codziennie. Zawsze odstawiona, jak dziś, zawsze uśmiechnięta do pytających ją o coś pasażerów. To cholernie bolało. Dziś jechała tam przecież zupełnie inna. Formalna. Zimna. Cholernie smutna, bo właśnie miała zabrać od swojej ukochanej ostatni materialny dowód na to, że kiedyś coś je łączyło. To miała być ostatnia refleksja nad grobem, w którym spoczywała ich miłość.

Dzwoniąc do drzwi mieszkania, cała drżała. Wiktoria otworzyła. Jak proca, wypadła zza progu Emi, jack russelka, która na widok Magdy (bardzo się uwielbiały) dostała absolutnego joba. Skakała jak nakręcona zabawka, piszczała w spazmach, nie wiedząc, co zrobić ze swoją radością na widok swojej drugiej mamy. Dziewczyny z trudem namówiły sukę, aby dała się wciągnąć z klatki schodowej do przedpokoju. Tam kontynuowała swój dziki taniec, a Magda – nie mogąc powstrzymać śmiechu – pozwalała jej zmywać mokrym językiem świeżo nałożony puder z twarzy. Z trudem uratowała rajstopy przed zaciągnięciem. Nie przestając głaskać zachwyconego psa, spojrzała w górę na Wiktorię, poważniejąc w pół sekundy. Jej była dziewczyna nie wyglądała najlepiej. Miała na sobie stare szorty, rozciągniętą koszulkę, a jej nieumalowana twarz i przetłuszczone włosy zdradzały zmęczenie i brak mobilizacji. W domu unosiła się mieszanka dymu po papierosach i jointach. Nie wyglądało to dobrze.

– Stęskniła się za tobą – stwierdziła rzeczowo Wiktoria, patrząc na uśmiechnięty pysk Emi.

– Ja za nią też – odparła Magda, całując sukę w czoło. – Dasz mi te rzeczy?

Wiktoria chyba nie spodziewała się takiego chłodu i konkretności. Powoli poszła do sypialni, szurając kapciami po parkiecie. Wróciła z bawełnianą torbą. Magda wstała z kolan i wzięła pakunek.

– Dzięki. Już raczej nic nie powinnaś znaleźć – rzekła, chcąc zawrzeć swoim tonem przekaz: to naprawdę koniec, żegnaj.

Emi dalej skakała, ale dziewczyny stały naprzeciwko siebie, wlepiając spojrzenia w podłogę. Obie wiedziały, że jeśli Magda teraz przekroczy próg, to już nic więcej nigdy się nie zdarzy. Ich wspólna, pięcioletnia podróż, ich wielka miłość wyleci w powietrze. Bezpowrotnie.

– Wróć do domu – powiedziała niespodziewanie Wiktoria.

Magda podniosła wzrok. Wiktoria miała niezwykle poważne spojrzenie, którym ją przewiercała.

– Co?!

– Wróć. Tęsknimy za tobą. Ja i Emi. Tęsknię za szczurami. Za twoją gitarą. Od tych dwóch miesięcy nie przespałam spokojnie ani jednej nocy. Wróć do mnie.

Z każdym kolejnym słowem Magdę ogarniał coraz większy gniew. Nienawidziła Wiktorii. Jej pięknych, sarnich oczu, jej poważnych ust, jej głosu wymawiającego to wszystko.

– O czym ty, kurwa, mówisz?! – wrzasnęła.

– O tym, że cię kocham i chcę cię z powrotem.

– Zamknij się. Nie chciałaś mnie, jak wsadzałaś język do gardła tej szmacie. Jesteś obrzydliwa.

– Żałuję tego w każdej sekundzie, rozumiesz?!

– Mam to w dupie – wycedziła Magda. – Muszę o tobie, kurwa, zapomnieć. Przez ostatnie miesiące naszego związku czułam się jak pierdolony duch, miałaś mnie gdzieś, a potem podsumowałaś to zdradą.

Wyciągnęła rękę w kierunku klamki. Wtedy Wiktoria złapała ją mocno za nadgarstek.

– Puść mnie, nie waż się! – Magda próbowała się uwolnić.

– Nie. Nie wyjdziesz stąd.

Zaczęły na siebie krzyczeć i się szarpać. Wiktoria była jednak silniejsza. Trzymała już Magdę za oba nadgarstki i przyparła ją całym ciałem do ściany. Magda usiłowała ją uderzyć i się wyrwać, ale nie mogła. Zaniosła się płaczem.

– Nienawidzę cię! – krzyczała. – Nienawidzę, zostaw mnie w końcu, wypieprzaj z mojego życia, nienawidzę cię!

Wiktoria zaczęła ją uciszać. W końcu Magda z histerycznym szlochem bezwładnie opadła w ramionach dziewczyny, powtarzając bez końca, że jej nienawidzi. Wiktoria trzymała usta na jej czole i delikatnie ją kołysała.

Trwały tak chwilę, aż Magda zaczęła normować oddech.

W pewnej chwili Wiktoria ujęła w dłonie jej twarz, ocierając kciukami kolejne strumienie łez.

– Cicho, mała, uspokój się – szeptała.

Zaczęła delikatnie całować – najpierw jej czoło, skronie, nos, policzki, aż w końcu musnęła jej usta. Magda nie wytrzymała. Również chwyciła dłońmi policzki Wiktorii i zaczęła całować ją bez opamiętania. Dziewczyny popychały się od ściany do ściany. Ich języki splatały się, stęsknione do granic możliwości. Obie pary rąk wiły się już po plecach i je drapały. Wiktoria ponownie przyparła Magdę do ściany, bez cienia delikatności ściskając obie jej piersi i zachłannie całując i gryząc jej szyję. W przedpokoju rozeszły się jęki. Magda wcisnęła rękę w spodnie Wiktorii, masując jej cipkę przez materiał majtek. Tak bardzo tęskniła za tym dotykiem. Wiktoria nie pozostała jej dłużna. Z nadludzkim wysiłkiem ściągnęła ciasne rajstopy Magdy razem z koronkowymi majtkami i dorwała się palcami do łechtaczki. Obie momentalnie zrobiły się mokre. Pieściły się nawzajem, całe w dreszczach. Ich ciała tętniły teraz jak oszalałe. Po dwóch miesiącach były dla siebie jak ratunek, jak wybawienie z całego bólu, jaki powodowała rozłąka. Pierwsza doszła Wiktoria. Zacisnęła się na palcach Magdy, spazmatycznie wbijając jej ręce w koronkę na plecach. Oparła na chwilę głowę na ramieniu kochanki, łapiąc z trudem oddech. Pocałowała swoją wybrankę z wdzięcznością. Choć przerwała na chwilę stymulowanie jej cipki, rękę cały czas miała w kroczu dziewczyny. Jeszcze rozedrgana, ledwo stojąc po doznanym, silnym orgazmie, wróciła do działania. Bezpardonowo wbiła teraz w Magdę dwa palce. Zaczęła ją pieprzyć najgłębiej i najmocniej jak była w stanie. Plecy Magdy uderzały raz po raz o ścianę, a ona sama jęczała już tak głośno, że przeradzało się to w krzyk. Po krótkiej chwili ostatnie, najmocniejsze pchnięcie sprawiło, że Magda również zacisnęła się na palcach Wiktorii. Obie opadły na podłogę, przytulając się i głaszcząc z niesłabnącym stęsknieniem. Trwały tak bardzo długo. Kochały się jeszcze potem dwa razy, póki nie zasnęły w łóżku. Magda wyszła nad ranem, całując śpiącą Wiktorię w usta na pożegnanie. To było ich ostatnie spotkanie.

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *