Wyszukaj

Coming out w pracy, szkole i uczelni – jak i kiedy wyjść z szafy?

Podziel się

Przez pierwsze trzy miesiące mojej pracy nikomu nie chwaliłam się swoim związkiem. Mimo że w polityce firmy widnieje podpunkt dotyczący braku dyskryminacji ze względu na orientację, coś mnie przed tym hamowało i sabotowało moje relacje ze współpracownikami. Jak udało mi się przez to przejść?

Bazując na swoich doświadczeniach, będę odnosić się do coming outu w pracy. Jednak mam nadzieję, że moje spostrzeżenia będziesz mogła w razie potrzeby odnieść do wyjścia z szafy w szkole bądź w uczelni.

Wybadałam teren. I się sparzyłam.

Oczywiście są osoby, które bezpardonowo obwieszczają, jakiej są orientacji, gdy tylko wejdą do pomieszczenia pełnego obcych osób. Ja do nich nie należę. O ile w poprzedniej pracy szybko złapałam wspólny język z przełożonymi i współpracownikami, to w tej obecnej nie było tak kolorowo. Nawet gdy zbliżałam się już do momentu, w którym chciałam przestać mówić o swoim związku bezpłciowo i bezosobowo, to coś skutecznie cofnęło mnie o dwa kroki. Coming out w pracy okazał się trudny, kiedy przyszła do nas para klientów-gejów, a moja przełożona mruknęła po ich wyjściu pod nosem: “jeden ciepły, drugi cieplejszy”. Auć. Choć pozostałe dziewczyny nie wydawały się homofobkami, ten jeden incydent skutecznie powstrzymywał mnie od szczerych rozmów z nimi. 

Czułam, że przychodzę do pracy w niewygodnej masce.

Nie dało się tak na dłuższą metę. W pewnym momencie przychodziłam do pracy z duszą na ramieniu i strachem, że w końcu ktoś zada pytanie, z którego nie wybrnę. A gdy takie pytania już padały, ześlizgiwałam się z tematu i zagadywałam swoje współpracowniczki jakąś okrężną drogą. Sporo stresu mnie to kosztowało, nie powiem. Doszło do momentu, w którym płakałam po nocach, dobita poczuciem skrępowania i strachem. Było mi po prostu zajebiście przykro z powodu siebie i wszystkich osób nieheteronormatywnych, które w takim paraliżującym strachu potrafią żyć pod peleryną-niewidką przez długie lata. A przecież nawet nie miałam pewności, że moje pozostałe współpracowniczki to homofobki. Wręcz przeciwnie – dawały mi się raczej poznać jako osoby otwarte na różnorodność. Jeszcze nigdy nie uderzyło mnie to aż tak mocno. Wiedziałam, że nie dam rady znosić tych uczuć. Długo planowałam, że właśnie dziś, tego dnia zbiorę się w sobie i wtrącę niby to przypadkiem w jakiejś rozmowie: “moja dziewczyna”. Dupa. Nic takiego nie nastąpiło.

Przypadki chodzą po ludziach

Pewnego dnia jechałam z jedną współpracowniczką autobusem. Od słowa do słowa i zapytała nagle: “długo jesteś ze swoim chłopakiem?”. Strzał w policzek. Brak drogi ewakuacyjnej. Więc odpowiadam lekko zmieszana: “właściwie to z dziewczyną, dwa lata”. Współpracowniczka odpowiada baaardzo zmieszana: “ou… nie mówiłaś…”. Uff, jest jej bardziej głupio niż mi, kamień z serca! Wzruszam więc ramionami, mówię: “nie pytałaś” i zaczynam gadać trochę nerwowo o Nadii. I już. Ten przypadkowy coming out zmienił bardzo dużo. Z prostego powodu: poszła plotka. Nie musiałam już nikomu mówić, wiedziałam, że koleżanka z niewyparzonym językiem zrobi to za mnie. I było to super. Nagle szefowa powiedziała: “widziałam na Facebooku, że byłaś na marszu solidarności z Białymstokiem – ekstra!”. Nagle inna koleżanka poruszyła z niczego temat nietolerancji, jakby zgrabnie i gładko, ale nie naciskając, chciała mi powiedzieć: “nie mam nic przeciwko”. Dziś wiedzą wszyscy, a moje relacje z dziewczynami z pracy i samopoczucie w końcu są na właściwych torach. Mogę zabrać Nadię na piwo w tym towarzystwie i mówić wprost, a to jest cudowne uczucie.

Strach ma wielkie oczy

Tak jak napisałam, kiedy boisz się, że coming out w szkole, pracy lub uczelni sprawi, że zostaniesz ukamieniowana, to nie docierają do ciebie pewne rzeczy. Na przykład to, że wbrew pozorom nieduża część homofobów ma odwagę posłać cię do gazu, patrząc ci prosto w oczy. Najbardziej cwani i okrutni są w Internecie. Miękną, gdy tym znienawidzonym pedałem albo lesbą staje się osoba z ich otoczenia. Oczywiście nie zawsze. Nasz strach nie bierze się znikąd. Niemniej warto skupić się na obserwacji i racjonalnej analizie tego, kim są otaczający nas ludzie. A przecież warto otaczać się tymi najbardziej wartościowymi. Jeśli pracujesz lub studiujesz ze stadem agresywnych homofobów, to zawsze możesz odejść. A zapewniam, że tacy ekstremiści na szczęście nie stanowią większości ludzi na świecie.

Kiedy jest dobry moment?

Wtedy, gdy ty tak czujesz. Założę się, że każda osoba LGBT+ choć raz w życiu nie powiedziała komuś prawdy na temat swojej orientacji. Ba, wiele z nas nie mówi jej na początku nawet sobie. Ale przełomowy moment zazwyczaj nadchodzi sam. Kiedy ja zaczynałam rozumieć swoją orientację, moja była przyjaciółka bardzo na mnie naciskała. Że powinnam. Że muszę się nazwać, określić, zdefiniować już, teraz, natychmiast. A ja uparcie randkowałam z facetami, często dla zasady i odganiałam lesbijki gazem pieprzowym. Bo było mi z tą presją bardzo źle. Oczywiście, lepiej się żyje w gronie znajomych, przyjaciół i współpracowników, gdy wiedzą, że ta dziewczyna, która przytuliła cię na dzień dobry, to ktoś więcej niż koleżanka. To daje ulgę, wyzwala, rozluźnia. Bardzo polecam. Ale nie rób tego, kiedy płaczesz ze strachu, że ktoś cię wyśmieje albo pobije. Może będziesz musiała się przełamać, pokonać ten strach i nie będzie to przyjemne. Ale zrób to w momencie, w którym będziesz wiedziała, że chcesz. Ja wiedziałam, że niewymigiwanie się przez koleżanką pytającą o chłopaka będzie dla mnie dobre i dlatego moja odpowiedź sformułowała się sama. Bez wielogodzinnych, nocnych przemyśleń oblanych płaczem.

Im mniej spektakularnie, tym nawet lepiej

Zawsze to powtarzam. Po co mam wyjeżdżać ze swoją orientacją i się z niej tłumaczyć przy pierwszym uścisku dłoni? Dlaczego mam z premedytacją sprawiać, że osoby nieznające ludzi LGBT+ będą miały z tym większy problem niż muszą? Pamiętaj. HomoFOBIA rodzi się ze strachu. Pokaż więc, że nie przybywasz łamać krzyży w kościołach ani gwałcić dzieci. Pisałam już, że można rozmawiać o swojej orientacji najzwyczajniej – na luzie. To lepsza metoda niż tworzenie jaskrawych systemów obronnych i zakładanie, że wszyscy są źli i nienawistni. Nie są. Po prostu nie są. Daj się poznać jako człowiek, fajna osoba, z którą dobrze się spędza czas, a nikogo nie będzie obchodziło, czy wolisz penisy czy waginy. Ja nie twierdzę, że mamy się trząść ze strachu o to, czy ktoś poczuje się z naszą orientacją komfortowo czy nie. Czasem nie mamy na to wpływu, czasem fobia przerasta rozsądek uprzedzonych do nas osób. Niemniej nie pozostajemy bez wpływu na to, jak jesteśmy postrzegani. Dajmy się poznać jako tacy sami ludzie, jakimi są oni. 

Kiedy jest źle – poproś o pomoc

Zdaję sobie sprawę, że łatwiej jest odejść z pracy, wyprowadzić się lub zmienić grupę na studiach, kiedy czujesz się szkalowana za swoją orientację seksualną. Trudniej jest ze szkołą. Zwłaszcza, gdy jesteś w parszywym okresie nastu lat, twoi rodzice nie wiedzą o twojej orientacji, a koledzy i koleżanki z klasy okrutnie śmieją się z osób LGBT+, gdy stoisz obok. Jeśli odczuwasz paraliżujący strach przed coming outem w szkole, to warto porozmawiać z kimś, kto na pewno stanie po twojej stronie. Jeśli nie ufasz wystarczająco szkolnemu psychologowi, skorzystaj z Internetu. Zapewniam cię, że nigdy nie jesteś sama. Nie jest łatwo być w mniejszości, na którą ciągle ktoś pluje. Jednak zawsze ktoś stanie po twojej stronie. Jeśli nie w jednym, to w drugim miejscu. Zawsze. Mnie internetowi znajomi bardzo pomogli w okresie gimnazjum, kiedy czułam się samotna i przerażona swoim pierwszym zauroczeniem w kobiecie. Masz prawo być sobą i czuć się z tym dobrze. Otaczaj się ludźmi, z którymi tak właśnie jest. 

Oceń:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars
Loading...
Tags:

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *