Polemika: Czy homoseksualiści powinni mieć dzieci?

adminka artykuł dodany 11 grudnia 2009 przez adminka
tagi: polemika, Polityka, rodzicielstwo

2 grudnia tygodnik „Polityka” opublikował wywiad

Temat dyskusji: rodzicielstwo osób homoseksualnych, zapowiadała tęczowa okładka numeru, stawiająca sporne pytanie „Czy homoseksualiści powinni mieć dzieci?”


Rozmowa „Polityki” wzbudziła wiele emocji. Poniżej prezentujemy tekst polemiczny autorstwa Marty Siciarek, który ukazał się na liście dyskusyjnej grupy nieformalnej Ulica Siostrzana.





Dziewczyny,


nie wiem, jak Wam się czytało ten wywiad - ja czytałam w "Polityce" i uważam, że jest fatalny, z wielu, wielu powodów.


Generalnie: pytanie z okładki brzmi: czy homoseksualiści powinni mieć dzieci? Tytuł wywiadu, który ma odpowiedzieć na to pytanie brzmi: "Piętno".


Wszystkie wypowiedzi profesor Brzezickiej utrzymane są w tonie: "Tak, czyli nie". Z perspektywy wewnętrznej (rodziny), pani profesor "nie widzi żadnych przeciwwskazań". Dopóki mówi jako psycholożka, opierając się na współczesnej wiedzy psychologicznej, nie ma problemu. (..)


Natomiast za każdym niemal razem ten brak przeciwwskazań zestawiony jest :


1) Z perspektywą zewnętrzną. Ponieważ rodzina homo nie żyje w izolacji, profesor spytałaby potencjalnych rodziców, czy "przemyśleli swoją decyzję - czy będą w stanie tak przygotować swoje dziecko od strony konstrukcji psychicznej, żeby poradziło sobie z ogromnym ryzykiem bycia napiętnowanym najpierw jako dziecko, a później jako osoba dorosła".


Jak to rozumieć? Ja rozumiem to tak: za dyskryminację, która spotka dziecko z nieheterorodziny, odpowiedzialni są rodzice, którzy nie stworzyli dziecku konstrukcji psychicznej, która pozwoliłaby mu/jej się obronić przed napiętnowaniem. Nie ma mowy o społeczeństwie, dyskryminującej większości, edukacji, jednostkach. Sprawcą przemocy jest tu rodzic, który nie przemyślał wystarczająco na jaki świat sprowadza dziecko.


Tu miałabym pytanie do pani profesor: czy wszystkie osoby z grup mniejszościowych, dyskryminowanych, powinny przestać się reprodukować? W przypadku Romki prawdopodobieństwo, że jej dziecko będzie dyskryminowane, wynosi pewnie 100%. Czy ona jest winna tego, że będą przezywać jej dzieciaka? Czy pani profesor mogłaby dać jej receptę, jak powinna budować konstrukcję psychiczną swojego dziecka?


2) Z "niespełnioną potrzebą bycia opiekunem". Brzezicka najpierw mówi, "Bo ja tak myślę: macie prawo jak wszyscy do wspólnego wychowywania dziecka, cieszenia się jego sukcesami (...) bo jesteście ludźmi takimi samymi inni (...) jeśli jednak ktoś ma niespełnioną potrzebę bycia opiekunem, i to w bardzo bliskiej relacji (?), przecież może być wolontariuszem w fundacjach, które pomagają dzieciom. Nie trzeba tego robić w sposób urazowy, który najbardziej raniłby dziecko, czyli poprzez rodzinę tworzoną niejako na siłę, bo w nie do końca sprzyjającym otoczeniu (...) rodzice nastawią się na ciągłą walkę (by chronić dziecko) to związek między nimi a dzieckiem nie będzie przecież naturalny ".


Co z tego wynika? Że potrzeba stworzenia rodziny u osób LGBT jest niespełnioną potrzebą bycia opiekunem. W takiej sytuacji trzeba się zająć wolontariatem, a próba tworzenia rodziny będzie zabiegiem urazowym (znów: egoistycznym, nieodpowiedzialnym itd.). Ponownie, za walkę są odpowiedzialni rodzice (to oni walczą o coś z większością), a związek z dzieckiem nie będzie naturalny - tego „naturalny” już kompletnie nie rozumiem. Chyba chodziło o słowo, którego odwróceniem jest "nienaturalny", żeby tak między słowami różne rzeczy sprytnie powkładać.


3) Męskością i kobiecością. Prof. Brzezicka próbuje zasygnalizować, że to istnieje - że panowie mogą być kobiecy i panie męskie, ale nie daje jasnego przekazu: że dwie lesbijki/dwaj geje mogą wychować dziecko w "symetrycznym" przygotowaniu do ról kobieco-męskich (choć przecież na genderowych treningach próbujemy to "odczarowywać" - ale skąd prof. Brzezińska miałaby o tym wiedzieć?) W połowie zdania urywa wątek i mówi o męskich oraz kobiecych pierwiastkach. To jest raczej język z "Wróżki", niż podręczników psychologii.


Podsumowuje tak: "W przypadku związków homoseksulanych wychowujących dzieci ryzyko nadmiernego ujednolicenia wzorców zachowań kobiecych i męskich jest większe jedynie wtedy, gdy ta rodzina żyje w nieakceptującym ich otoczeniu".


No i przechodzimy do sedna sprawy - prof. Brzezińska wychodzi z butów psycholożki, a mówi w imieniu całości polskiego społeczeństwa, a zwłaszcza tej jego części, która w homorodzinach wychowuje dzieci. Na stwierdzenie, że "w Polsce ponad 50tyś dzieci wychowywanych jest przez pary homoseksualne", Brzezińska odpowiada: "Oczywiście, że takie dzieci w Polsce są. Ale u nas nie ma na to przyzwolenia. To jest kwestia innego społeczeństwa. Nie chcę mówić gorszego, czy lepszego, po prostu innego, o innej tradycji".


Jaka jest zatem polska tradycja? Że na to nie ma u nas przyzwolenia. Nie lepszego, nie gorszego społeczeństwa, skąd. Bez komentarza.


Jeszcze parę słów o Łukaszu Długowskim, który przeprowadził wywiad.


Nie dość, że kilkakrotnie wyciąga (i reprodukuje w najpoczytniejszym polskim tygodniku) najgorsze stereotypy związane z homoseksualistami: "Wśród gejów i lesbijek jest większy odsetek przypadków molestowania seksualnego?" - nawet "czy" na początku zdania zapomniał dodać, choć i tak miał na celu zbudowanie pytania zamkniętego; albo: "czy dziecko wychowywane przez homoseksualistów też stanie się homoseksualistą?”, to w innych wypowiedziach, ociera się wręcz o mowę nienawiści: "Więc dlaczego nie uznać, że osoby homoseksualne z natury rzeczy powinny pogodzić się z pewnymi ograniczeniami. (Brak znaku zapytania. To nie jest pytanie.) (...) Tu nie chodzi o dyskryminację ale uznanie różnic między ludźmi".


Jaka jest natura rzeczy i o jakich pewnych ograniczeniach mówi pan Długowski? Nie jest wyjaśnione, bo po co? Wysoki kontekst, zrozumiały dla członków i członkiń elit, takich jak rozmówczyni i pan dziennikarz, nie musi przecież wkluczać i wtajemniczać osób "z zewnątrz".


"Na pewno potrafią (osoby homoseksualne, kochać swoje dzieci -dop.red.). Ale nie ma czegoś takiego jak prawo do posiadania dziecka. Bycie rodzicem jest przywilejem. To nie jest prawo podstawowe, jak prawo do wolności". To są dla mnie znamiona mowy nienawiści. Są jacyś "oni", którzy na pewno potrafią. Ale przecież "Nie ma czegoś takiego jak prawo do posiadania dziecka". Prawda jest jedna. Absolutna, nie podlegająca dyskusji, znajdująca się po stronie pana Długińskiego.


Nic nie wskazuje, by dla niego istniała przestrzeń do dyskusji tych racji z zainteresowanymi osobami. Muszą (jacyś oni) po prostu uznać, że posiadanie dziecka jest przywilejem (dla mnie: w domyśle, przywilejem hetero-par). Jeżeli jakimś osobom nie po drodze z tymi zasadami, no to trudno. Zasady są od tego, by ich przestrzegać.


"Istnieje wiele ograniczeń prawnych, które mają korzystne skutki i dla pojedynczego człowieka, i dla całego społeczeństwa". To wypowiedź bardzo niebezpieczna, siłowa. To chyba jasne.


W sumie - czytać ten wywiad warto tylko po to, żeby zobaczyć, że edukacja równościowa i pojęcie dyskryminacji nadal są w Polsce nieznane.


Marta Siciarek





Dziękujemy Marcie za wyrażenie zgody na przedruk jej wypowiedzi.

Komentarze

Podobne