Potrzeba wyjścia poza monogamię może cię dopaść nawet, jeśli dotąd przez całe życie chciałaś być tylko z jedną osobą.

Nasza kultura jest bardzo przewrotna. Rewolucja seksualna zmieniła wiele w podejściu do związków i seksu: bycie z jedną osobą przez całe życie to obecnie wielka rzadkość; uprawianie z kimś seksu nie musi prowadzić do nawiązania relacji; mamy fuck friends i one night stands. Ale nadal głęboko tkwi w nas poczucie, że znalezienie tej jednej jedynej osoby jest szczytem osobistego szczęścia. Że jeśli bezustannie zmieniamy dziewczyny czy facetów, albo wikłamy się w przeróżne, nie do końca zdefiniowane relacje – to wszystko dlatego, że nie udało nam się znaleźć właściwej osoby. Mit dwóch połówek pomarańczy pokutuje w nas nawet, jeśli już od dawna wiemy, że zdecydowanie wolimy sok pomarańczowy z cząsteczkami owoców.
Największe tabu
Słowo „niemonogamia” zazwyczaj kojarzy się albo z poligamią – czyli wielożeństwem, najczęstszym w krajach arabskich – albo z tak zwanymi skokami w bok. W tym przypadku osoba, będąca w związku 1:1 w tajemnicy przed swoim partnerem czy partnerką, prowadzi „drugie życie”. Uprawia seks z innymi, ale często też wchodzi w drugi związek na podobnych zasadach, tyle że w ukryciu. Partner czy partnerka nawet, jeśli domyśla się wszystkiego, często nie daje tego po sobie poznać.
Takie „układy” w wymiarze normatywnym są potępiane, jednak w praktyce przymyka się na nie oko – zwłaszcza, jeśli chodzi o mężczyzn. Konfiguracja typu „mąż – żona – kochanka”, mimo że niepochwalana, stała się powszechna, zrozumiała, ma swoje określone miejsce w społeczeństwie. Wszyscy wiedzą, jak wygląda sytuacja, ale udają przed sobą nawzajem, że jest zupełnie inaczej.
Jeśli jednak jakaś para wspólnie i w pełni świadomie – z rozmaitych powodów – podejmuje decyzję o „otwarciu związku”, dopuszczając czy to seks, czy relacje miłosne z innymi osobami – zazwyczaj tę decyzję ukrywa przed każdym. Spróbujmy wyobrazić sobie niedzielną wizytę u rodziców we trójkę, rozpoczynającą się słowami: „Mamo, to jest nasza nowa dziewczyna”, wspólne zakupy w supermarkecie, całowanie czterech osób na przemian czy odbieranie dziecka ze szkoły przez ciocię, która śpi z mamą i tatą w łóżku. Na myśl o tym, z jakimi reakcjami spotykałyby się te zachowania, włos jeży się na głowie. Wystarczy podać przykład jednego z moich respondentów w badaniach na temat prowadzonych przez nas, niemonogamicznych stylów życia. Kiedy kobiety, żyjące wspólnie z nim, szły razem do sklepu, sąsiedzi komentowali: „O, te dziwki idą”.
Podczas gdy zdrada ma swoją rolę w naszej kulturze i jest przez nią usankcjonowana, jawna niemonogamia stanowi bardzo silne tabu. Jak pisze Krzysztof Tomasik, „Tabu jest tak silne, że aż przezroczyste, nikt nie próbuje nawet podważać przekonania, że monogamia jest dla wszystkich najlepszą formą wspólnego życia”.
Monogamiczna czy nie?
No właśnie, czy monogamia może być w ogóle dla kogokolwiek najlepszą formą życia? Są osoby, które zdecydowanie nie mają potrzeby wchodzenia w intymną relację z więcej niż jedną osobą – i dobrze im z tym. Jednak tworzenie odgórnego podziału na osoby „monogamiczne” i „niemonogamiczne” jest zupełnie niepotrzebne. To, do czego mamy skłonność, zależy od wielu czynników: od naszych aktualnych potrzeb i lęków, dotychczasowych doświadczeń, kontekstu sytuacji, a także, w ogromnej mierze, od osoby, z którą jesteśmy, i od relacji, w jaką z nią wchodzimy. Bo kiedy jedna z osób w monogamicznej parze zakochuje się w kimś trzecim – wtedy ewentualność niemonogamii w równym stopniu zaczyna dotyczyć obu tych osób. Nie ma więc sensu zarzekać się, że jesteśmy monogamiczne: jeśli takie jesteśmy, to znaczy, że nie znalazłyśmy się – ale może też nigdy nie znajdziemy – w sytuacji, która by to zmieniła. I odwrotnie. Jeśli jesteśmy przekonane, że monogamia to nie dla nas, widocznie nie spotkałyśmy osoby, z którą miałybyśmy na nią ochotę. Co oczywiście wcale nie znaczy, że mamy jej szukać.
Nie da się stworzyć profilu psychologicznego osoby, która „nadaje się do niemonogamii”. Decyzja o relacji z większą liczną osób czy sama jej potrzeba to zawsze wynik splotu okoliczności i warunków; wzajemnych zależności; tego, z kim i z czym nam na danym etapie życia dobrze. Możemy same tego pragnąć; możemy spotkać osobę, która nie wyobraża sobie innego modelu związku. I jeśli chcemy, żeby była częścią naszego życia, musimy otworzyć się na takie rozwiązanie. Powodów podjęcia decyzji o niemonogamii może być naprawdę bardzo wiele i nie sprowadzają się one – jak to się często przedstawia – do tego, że „odwidziało się jej” albo „mydli oczy, a tak naprawdę chce cię zostawić”.
Coraz więcej powodów
Skąd bierze się pomysł niemonogamii? Część osób pragnie zaspokajać wszystkie swoje potrzeby i nie widzi takiej możliwości z jedną osobą – jak dobrze by się z nią nie czuły. Inne łatwo zakochują się i nie chcą tego ograniczać. Towarzyszy im silne poczucie, że to jedno jedyne życie już nigdy się nie powtórzy, i właśnie w ten sposób chcą z niego korzystać. Czasami pary, które czują się kompletnie niedobrane seksualnie i nie uważają tego za powód, aby zakończyć związek, wybierają seks z innymi jako rozwiązanie. Inne osoby, wręcz przeciwnie, traktują taki seks jako dodatkową przyprawę do już i tak intensywnego życia erotycznego. Niektórzy ludzie mają z kolei potrzebę życia w trójkącie, tworzenia ścisłego związek w trzy osoby – czują, że to dopiero jest pełnia.
Pojawia się coraz więcej powodów wychodzenia poza monogamię, bo coraz więcej zaczynamy oczekiwać od swojego życia seksualnego i emocjonalnego. Chcemy, skoro tyle dajemy z siebie w związku , otrzymać w zamian naprawdę i dokładnie to, czego potrzebujemy. Bliska relacja z drugą osobą coraz częściej bywa celem samym w sobie. Coraz częściej jesteśmy w stanie same zapewnić sobie bezpieczeństwo ekonomiczne, a „bycie z kimś” przestaje być wyznacznikiem naszego statusu. Zaczynamy więc szukać w związku wartości niezależnych od innych czynników: dążymy do bliskości, zrozumienia, możliwości pełnego odsłonięcia się. I często dochodzimy do wniosku, że deklaracje nie są konieczne – wystarczy szczerość i otwartość; niepotrzebna jest wierność – wystarczy zaufanie; wyłączność nie jest niezbędna – kiedy poświęcamy wystarczająco dużo uwagi drugiej osobie.
Wychodzenie poza monogamię stwarza zupełnie nowe, fascynujące możliwości. Jednak pociąga też za sobą zagrożenia – zarówno dla związku, jak i dla jednostek. Jak „mieć ciastko i zejść ciastko”? Następne artykuły przedstawią rozwiązania, po które sięgają osoby, które decydują się na ryzyko przełamania tabu.
Kasia Michalczak
Fot. Coupon.whypayfullprice.com