artykuł dodany 6 czerwca 2011 przez Ania BO byciu lesbijką i katoliczką oraz stosunku Kościoła katolickiego do homoseksualności rozmawiam z Moniką Czaplicką – studentką socjologii na Uniwersytecie Warszawskim, członkinią Kampanii Przeciw Homofobii, redaktorką serwisu Homoseksualizm.org.pl.

Anna Bartosiewicz: Czy jesteś osobą wierzącą? W polskim znaczeniu tych słów – katoliczką?
Monika Czaplicka: Tak, jestem katoliczką, przy czym nie jestem katoliczką praktykującą. Staram się postępować według dziesięciu przykazań, ale podchodzę do nich z pewnym dystansem. Mam świadomość tego, że w mojej religii seks, który potencjalnie uprawiam, jest grzechem. Z drugiej strony uważam, że pewne przepisy religii są „archaiczne”. Nie wyobrażam sobie życia w czystości tylko po to, żeby żyć w zgodzie z moją religią.
Mhm, prawdopodobnie nie byłoby to życie w zgodzie ze sobą. W końcu odsetek osób aseksualnych w Polsce nie jest duży.
Mam świadomość, z czego to wynika. Generalnie rzecz biorąc, Kościół katolicki stara się zakazywać wszelakiego seksu, który nie prowadziłby do prokreacji. Stąd grzeszność seksu przedmałżeńskiego, grzeszność seksu analnego czy choćby homoseksualnego, a właściwie jednopłciowego. Kościół, ze względu na to, że jest taką a nie inną instytucją, miał na celu kreowanie wartości rodzinnych, tworzenie cywilizacji, itd. Jeżeli weźmiemy pod uwagę kontekst historyczno-społeczny, to nie ma już takich wyzwań. Oczywiście, fajnie by było, gdyby Kościół zmienił swój stosunek do seksu, tak jak powoli zmienia swoje podejście do kwestii antykoncepcji. Jednak wiadomo, że to jeszcze trochę potrwa, ponieważ dotyczy to bardzo skomplikowanej sfery. Nie wyobrażam sobie, aby za kilka lat obecny czy przyszły papież mił wprowadzić doktrynę, dotyczącą homoseksualności, seksu przedmałżeńskiego, itd. Natomiast Kościół stara się wypośrodkować między swoją doktryną a rzeczywistością.
Czyli uważasz, że porozumienie między polskim Kościołem katolickim a środowiskiem LGBT jest możliwe?
Oczywiście, że tak. Ważne jest to, aby obie strony starały się o obalić powszechne stereotypy, zgodnie z którymi – z jednej strony osoby homoseksualne są agnostykami, ateistami, itd., a z drugiej strony Kościół katolicki nie lubi, nie akceptuje czy wręcz zwalcza osoby homoseksualne – ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Za najlepszy przykład niech posłuży powstanie grupy Wiara i Tęcza, która działa w Krakowie, Trójmieście i Poznaniu i jest grupą ekumeniczną, co znaczy, że zaproszone są do niej osoby wszystkich wyznań. Grupa ta stara się spajać dwa elementy – wyznanie i orientację. Przypuszczam, że większość osób homoseksualnych, ze względu na to, że była wychowywana w polskich realiach, uważa się za katolików, chociaż niekoniecznie praktykujących – i nawet, jeśli religia nie jest dla tych ludzi szczególnie ważna, to stanowi taki element życia, który prędzej czy później powraca. Myślę, że nawiązanie dialogu między Kościołem a środowiskiem i wypracowanie wspólnego konsensusu byłoby dobre dla obu stron.
Może takie grupy jak Wiara i Tęcza zainicjują dialog między nimi?
Trudno mi powiedzieć, ponieważ nie wiem, kto zajmuje się tą grupą i na czym dokładnie polega jej działalność. Natomiast uważam, że tworzenie dialogu powinno odbywać się na wielu płaszczyznach, ponieważ istnieją różne kościoły, jak choćby Kościół reformowany czy Zjednoczony Kościół Chrześcijański, którego pastorem jest Szymon Niemiec – nazywamy go „tęczowym pastorem” i myślę, że on również może pokazać Kościołowi, jak jeszcze bardziej otworzyć się na osoby homoseksualne i wspierać idee, zgodnie z którymi religia stanowi istotny element życia. Nie należy odwracać się od Kościoła tylko dlatego, że w danym momencie nie jest on do końca przychylny nam.
Czy Kościół powinien otworzyć się na całe środowisko LGBT?
Oczywiście, jednak ja mówię tutaj o osobach homoseksualnych, ponieważ ich problem stanowi seks jednopłciowy. Osoby biseksualne lub transseksualne teoretycznie nie są wykluczane z Kościoła. Natomiast zakładamy, że biseksualizm to inny wymiar heteroseksualizmu, a sama zmiana płci nie jest – z tego, co wiem – potępiana. Oczywiście, istnieją księża, którzy uważają to za coś niewybaczalnego.
Ponieważ jesteś aktywistką i obracasz się w warszawskim środowisku LGBT, chciałam zapytać Cię o „religijny coming out”. Czy osoby wierzące, o nienormatywnej orientacji seksualnej, nie mają oporów przed przyznawaniem się do swojej religii w polskich kręgach LGBT?
To jest dość złożony problem. Z jednej strony wydawałoby się, że nie ma po co dokonywać coming outu, ponieważ – generalnie rzecz biorąc – dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa stanowią katolicy. Tak naprawdę coming out musiałyby robić osoby, które nie są katolikami. Z drugiej strony, ja dokonałam takiego coming outu przy okazji całej sytuacji z mszą za Darię: wyznałam, że jestem katoliczką i modlę się codziennie. Wielu ludzi, moi znajomi, zaczęli podważać moje słowa i twierdzić, że nie jestem „aż tak religijna”. To przeurocze, gdy ocenia moją religijność na podstawie mojej orientacji. Wiele osób mówi: „Jak ty możesz być katoliczką? Przecież to hipokryzja, Kościół zabrania twojej seksualności.” Nawet, jeśli usuniemy już szumy, związane z tym, że obie strony „nie lubią się”, to przecież nadal pozostaje obostrzenie, że nie powinno się uprawiać seksu. Tłumaczę więc, że moja orientacja nie opiera się na seksie, mogę być lesbijką równie dobrze bez niego. Myślę, że to jest trochę tak jak z byciem prawicowcem w środowisku LGBT, gdzie wszyscy są lewicowi, czy jak bycie osobą bogatszą – wiadomo, że krąg aktywistów składa się w dużej mierze ze studentów, uczniów i osób, które nie mają stałej pracy (np. w biurze od 9 do 17). Myślę, że podział na „środowisko osób LGBT” jest tak naprawdę kwestią tego, że działamy razem, stykamy się na niwie aktywistycznej, natomiast niedużo wiemy na temat swojego życia prywatnego. Oczywiście, rozmawiamy ze sobą o tym, co robimy, ale tak naprawdę grono tych ludzi z KPH, których znam dobrze, nie jest wielkie. Spotykam wiele osób, przy czym często nie wiem nawet, czy mają chłopaka albo dziewczynę, nie mówiąc juz o aspektach religijnych i kwestiach światopoglądowych. Łączy nas praca, aktywizm. Jak w każdej firmie, mamy grono bliskich ludzi, ale istnieje również tłum działaczy, których totalnie nie znamy. Jeśli uwzględnimy osoby, które spotyka się kilka razy do roku czy raz na miesiąc, to tak naprawdę nie stworzy to platformy do rozmawiania o religii. Choć przypuszczam, że gdybyśmy mieli taką przestrzeń, okazałoby się, że nasze środowisko jest dużo bardziej zdywersyfikowane niż nam się wydaje.
Na pewno. Czy Ty dostrzegłaś wśród osób ze środowiska potrzebę poruszania tematu religii, chęć zainicjowania dyskusji na ten temat wśród osób LGBT?
Ten temat zawsze jest gdzieś tam z tyłu głowy. Zwłaszcza, kiedy pojawiają sytuacje takie jak msza w intencji Darii Chmielewskiej czy epizod sprzed kilku lat, kiedy został nagrany filmik, podczas którego ksiądz mówił o paleniu gejów na stosach. Teraz pojawił się kolejny impuls do tego typu dyskusji. Bywają takie wydarzenia, które wpływają na dyskurs publiczny. Moja znajoma prowadziła badania socjologiczne na ten temat i okazało się, że ludzie mają potrzebę przynależności do Kościoła, wiary i szerszej wspólnoty duchowej. Istnieje też grupa osób, która na pewno odrzuca naukę Kościoła, ponieważ nie zgadza się z jego doktryną, ale też z duża część odczuwa potrzebę przyjęcia jej. Myślę, że właśnie dla takich osób byłoby dobre nawiązanie dialogu oraz wypracowanie wspólnej przestrzeni dla katolików i osób homoseksualnych. Kościół katolicki potrzebuje nas, a my potrzebujemy jego.
Dziękuję za rozmowę.
Przydatne adresy:
http://www.wolnykosciol.pl/
http://www.wiara-tecza.pl/
Fot. Facebook.com