Kluby LGBT: przyszłościowy interes?

Ania B artykuł dodany 3 września 2010 przez Ania B
tagi: Gazeta Pomorska, Katarzyna Hejna, Piotr Modrzejewski, Red Art Bar

Katarzyna Hejna z Gazety Pomorksiej przeanalizowała sytuację „branżowych” klubów na polskim rynku.

Problemem, na który od lat skarżą się zarówno stali jak i sporadyczni bywalcy branżowych lokali, jest muzyka. Autorka przytacza wypowiedzi mieszkańców Torunia, m.in. Filipa: „Jesteśmy mniejszością w mniejszości. Wielu gejów słucha kiczowatej muzyki. A ja chcę ze znajomymi bawić się przy nieco ambitniejszej, jak choćby „electro” czy „minimale”. – Ale w „branżowych” klubach panuje tandeta. Chodzimy więc do nich rzadko.”

I tak źle i tak nie dobrze. Piotr Modrzejewski, właściciel Red Art Bar – najstarszego klubu gay friendly w województwie bydgoskim – skarży się, że gdy puszczał ambitniejszą muzykę, parkiet świecił pustkami. Bywalcy nie potrafili przekonać się do alternatywnych dźwięków nawet wówczas, gdy za konsolą stali DJ'e, którzy porywają tłumy w lokalach dla hetero.

Przeszkodą trudną do przejścia jest negatywnie nastawienie większości społeczeństwa do osób LGBT. W maju w Bydgoszczy Tomasz Ksobiak otworzył nowy lokal dla społeczności LGBT. Od tamtej pory właściciel jest nękany przez rozmaite kontrole. Zastanawiał się nad wynajęciem jednej z trzech powierzchni w centrum miasta. Tylko w jednym przypadku właściciel zgodził się na udostępnienie lokalu pod klub dla osób nieheteroseksaulnych. W przeciągu czterech miesięcy od powstania „Przystani” Ksobiak nękany jest przez inspekcje nadzoru budowlanego i ochrony środowiska.

W Krakowie prym wiódł Kitsch, obecnie jeden z najpopularniejszych klubów w mieście. Jako jeden nielicznych reklamował się z bezpłatnym magazynie dla turystów z tęczową flagą jako ilustracją. Za granicą nikogo to nie dziwi, w Polsce tego typu reklama mogła zostać róznie odebrana. Pomysł przyjął się. Do Kitsch stał się modny – coraz więcej osób wybierało się do niego, żeby zobaczyć na parkiecie parę jednopłciową. Wkrótce nowa, bardziej dochodowa klientela „wygryzła” stałych bywalców.

Nie utrzymały się również na rynku „branżowe” kluby z tradycjami: Taboo przy ul. Szerokiej, Queer przy Kremerowskiej, wreszcie Siódemka przy ul. Filipa. Pomysłów na kluby dla osób nieheteroseksualnych było więcej. Obiecująco zapowiadał się lokal, położony na terenie dzisiejszego Kinoteatru Uciecha oraz dwa kluby przy ul. Miodowej, w tym Godziny dla kobiet – żadne z tych miejsc nie utrzymało się jednak długo.

A Wy jakie branżowe kluby wspominacie?

Źródło: Hejna Katarzyna, „Kluby LGBT. Homofobia zabija biznes”, w. „Strefa biznesu. Lokalny portal przedsiębiorców”, [dokument online], pobrano: 2010-09-04, pobrano w World Wide Web: http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/artykul/kluby-lgbt-homofobia-zabija-biznes-40083.html

Fot. Newmexicoindependent.com

Komentarze

Podobne