Kim jest nowa singielka?

MonikaG artykuł dodany 16 sierpnia 2011 przez MonikaG
tagi: niemonogamia, nowa singielka

Nie musisz być w związku, żeby realizować potrzebę intymności.


Słowo „singielka” w potocznym rozumieniu kojarzy się z kobietą, która wprawdzie nie ma partnera (ani partnerki) i dzięki temu może skupić się na samorozwoju; może osiągać sukces osobisty, bez obawy, że w jakikolwiek sposób „zagraża to jej związkowi” – ale jednocześnie cały czas na rozmaite sposoby musi walczyć z poczuciem samotności. Które dopada ją, gdy wraca po pracy do pustego, ciemnego domu; gdy wyjeżdża na wakacje w pojedynkę; gdy pojawia się na przyjęciu pełnym zapatrzonych w siebie par; gdy widzi koleżanki z rodzinami na niedzielnym spacerze...  

A kysz, pokrewna duszo!


Autorka książki „Nowa singielka”, E. Kay Trimberger, proponuje nowy model singielki – kobiety, która buduje intymne relacje w oderwaniu od ideału miłości romantycznej, ale również od ideału miłości współbieżnej1 . Która jest singielką nie dlatego, że zrezygnowała z bliskości, intymności, nawiązywania głębokich więzi, ale dlatego, że nie szuka „drugiej połówki”. Nie tylko nie szuka, ale też nie pragnie jej znaleźć – nawet przypadkiem. Autorka opiera się na swoich badaniach, które przeprowadziła w latach 1994-1995 na grupie kobiet po 30. roku życia, zróżnicowanej pod względem pochodzenia etnicznego, stanu cywilnego, osobistej historii oraz orientacji seksualnej. Przeprowadziła wywiady z mieszkankami północnej Kalifornii z różnych środowisk oraz pracujących w rozmaitych zawodach; zróżnicowanie kobiet pod wieloma względami było bardzo duże, co pozwoliło zapewnić reprezentacyjność badań. Część z kobiet była działaczkami na rzecz równości, feministkami, a część nawet wręcz nie zdawała sobie sprawy z istnienia ruchów działających na rzecz emancypacji kobiet. Wszystkie do pewnego stopnia realizowały model nowej singielki. 

Warto zauważyć, że „nowa singielka” proponowana przez badaczkę to jedynie model, do którego respondentki zbliżają się w mniejszym lub większym stopniu. Bo idea miłości romantycznej, a także wizja idealnego związku, są tak głęboko zakorzenione w kulturze, że trudno odejść od niej nawet, jeśli deklaruje się taką chęć. Prawie wszystkie respondentki, mimo, że prowadziły satysfakcjonujące życie w pojedynkę, miały jednak cały czas nadzieję na znalezienie „drugiej połówki”. Kiedy 7-9 lat później Trimberger ponownie skontaktowała się ze swoimi respondentkami, okazało się, że ponad połowa kobiet, z którymi rozmawiała lata wcześniej – czyli 28 – nadal nie miała stałego partnera ani partnerki. 

Polecamy również: Niemonogamia: dla kogo?

...i będę z tobą dopóki spełniasz moje potrzeby 

Po co w ogóle odchodzić od idei miłości romantycznej? Jak wskazuje Trimberger, ideał ten przynosi kobietom w naszej kulturze więcej szkody niż pożytku. Mając z jednej strony dość wiele możliwości realizowania swoich potrzeb i zainteresowań, w sferze życia intymnego ograniczają się do oczekiwania, że pewnego dnia spotkają osobę, z którą będzie im „jak z nikim dotąd”, dla której wiele będą w stanie poświęcić, bo poczują do niej „prawdziwą, wielką, odwzajemnioną miłość”. Takie emocje pociągają za sobą ogromne oczekiwania – i dlatego w pary oparte na tym micie bardzo często po pewnym czasie wkrada się obustronne poczucie frustracji, rozczarowania, nierównomiernego podziału pomiędzy tym, co się inwestuje w związek, a tym, co się dostaje. 

W książce, o której mowa, można przeczytać opis szeregu przypadków kobiet, wiodących życie w pojedynkę, które wchodzą w związki z innymi osobami – czy to mężczyznami, czy kobietami – gdzie stopień zaangażowania emocjonalnego, wachlarz dopuszczalnych zachowań seksualnych, sposób wspólnego spędzania czasu są definiowane na bieżąco przez wszystkie strony. 

Każda z osób, z którymi „singielka” wchodzi w relacje, zaspokaja jej określone potrzeby i od żadnej nie wymaga ona, by zaspokajała wszystkie. Singielki, z którymi rozmawiała badaczka, nawiązują i utrzymują przyjaźnie czy głębokie relacje, zarówno z kobietami, jak i mężczyznami; mają bogate życie towarzyskie, czy to w obrębie rodziny, czy poza nią. Jest wokół nich wiele osób, na które mogą liczyć. Zdecydowana ,większość opisywanych kobiet deklaruje satysfakcję ze swojego stylu życia. 

Przeczytaj także: Seks poza parą

Seks to nie intymność

 Czego może brakować singielce? Bardzo często w odpowiedzi na to pytanie pojawia się seks. Można przypuszczać, że singielka ma go za mało – albo dużo, ale nie w takiej formie, w jakiej by chciała. Podobne obawy miało otoczenie badanych kobiet. Pytano, czy aby na pewno czują się seksualnie spełnione. Tymczasem większość z nich nie odczuwała braku seksu; czy to dlatego, że nie czuły akurat potrzeby uprawiania go, czy też dlatego, że realizowały się seksualnie, nie będąc w związku. 

Singielki, opisywane przez Trimberger, nie podchodzą do zagadnienia zero-jedynkowo. Nie stawiają nieprzekraczalnej granicy pomiędzy oddanym życiem małżeńskim a przygodnym seksem bez zobowiązań. Swoją sytuację widzą raczej jako punkt na kontinuum. Najciekawsze wydają mi się relacje dwóch kobiet, Myry i Dorothy, dla których seks jest po prostu przyjemnością, której chcą doświadczać. Nie jest sposobem na budowanie bliskości z inną osobą, ale nie jest też oddzielony od emocji i uczuć:

Myra i Dorothy były gotowe zaangażować się seksualnie, nie mając romantycznych oczekiwań, że będzie to związek trwały, ale też nie poszukiwały wyłącznie przypadkowych kontaktów seksualnych, ani nie były zainteresowane przygodą na jedną noc. Dziewczyny potrafiły pójść z kimś do łóżka, nie łudząc się, że oto znalazły swoją pokrewną duszę, mimo że jednocześnie nie przestały dążyć do związku, który miał się opierać na wspólnych zainteresowaniach, wspólnym spędzaniu czasu i przyjaźni (E. Kay Trimberger, „Nowa singielka”, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2008, s. 56). 

Takie podejście do seksu nie zakłada monogamiczności; przynajmniej nie w danym momencie życia. Z drugiej strony, niemonogamia nie jest też wcale tutaj wielką życiową deklaracją – jest po prostu sytuacją, którą się akurat wybiera. Ważnym wątkiem, który się tutaj pojawia, jest oddzielenie sfery seksu od sfery życia intymnego, jeśli chce się budować swoje życie poza normą całkowitej, małżeńskiej monogamii. Oddzielenie, a raczej wyodrębnienie jednej sfery od drugiej; po to, aby lepiej rozpoznawać i realizować swoje potrzeby. 

Dobrym przykładem utrzymywania kilku relacji, które zaspokajają różne potrzeby, jest historia Myry: 

(...) Myra potrafiła utrzymywać odrębne związki – w relacji z Jamesem ważna była przede wszystkim bliskość i intymność, w relacji z Bartem liczył się seks, a z byłym mężem łączyły ją sprawy rodzinne, a to sprawiło, że stała się zadowoloną z życia singielką. Nawet jeśli nie uda jej się stworzyć związku, w którym seks będzie się łączył z intymnością i bliskością, Myra i tak zapewniła sobie wsparcie, gwarantujące dobre życie w pojedynkę. (...) potrafiła komunikować własne pragnienia seksualne i dążyć do ich spełnienia („Nowa singielka”, s. 72). 

Cytowany fragment wyraźnie pokazuje, jak bardzo umowną kategorią jest w zasadzie określenie „singielka”. Osobę opisywaną powyżej można by równie dobrze włączyć do jakiejkolwiek innej kategorii, opisującej niemonogamiczność. Myra po prostu nie jest zaangażowana w stały związek totalny; nie oznacza to jednak, że nie wchodzi w relacje intymne. 

Dowiedz się także: Czy trójkąt boli?

Czerpać przyjemność z tego, co mamy

Na ile bycie nową singielką jest możliwe w naszych warunkach? Wiele nowych singielek buduje swoje życie w Polsce, nie definiując siebie w ten sposób. Bez werbalizowania swoich wyborów, odchodzą świadomie od normy i ideału budowania pojedynczego związku, opartego na równych prawach i obowiązkach. Wolą budować bliskość z kilku osobami na różne sposoby, nie korzystając z jednej jedynej recepty na udany związek. Bo, jak pisze cytowana przez Trimberger psycholożka, Stephanie Dowrick:

Świadomość, że intymność w naszym życiu nie zależy od jakiejś jednej ważnej osoby, że nie jesteśmy zdani wyłącznie na nią, może przynieść ogromną ulgę. Pomoże zmniejszyć poczucie winy i podnieść poczucie własnej wartości. Dzięki temu możemy chwytać życie na gorąco i nie trwać w oczekiwaniu, aż coś się wydarzy. (...) Na świecie żyje wielu ludzi, może nie znajdzie się wśród nich ten jeden jedyny, ale wiele osób może podzielać z tobą trwałe przekonanie, że jesteś kimś ważnym, a twoje towarzystwo może być w jakimś sensie dla nich istotne. Dzięki temu mamy szansę żyć w sposób wolny od fałszywych wyobrażeń i pragnień, które mogą się nigdy nie spełnić, znajdując mniej wyszukaną przyjemność w tym, co mamy (za: „Nowa singielka”, s. 53-54). 



[1] Koncepcja Anthony’ego Giddensa, który przeciwstawia miłość współbieżną, jako zjawisko ponowoczesne, ideałowi miłości romantycznej, powstałemu w XIX wieku. Miłość współbieżna jest czynna i warunkowa. Jej warunkiem jest otwarcie się na drugą osobę oraz wzajemne dawanie sobie rozkoszy. Ważniejszy jest w niej „wyjątkowy związek” niż znalezienie „kogoś wyjątkowego”. „Zakłada równość wymiany uczuć; rozkwita tylko w takim stopniu, w jakim rozwija się intymność (...). W przeciwieństwie do miłości romantycznej, miłość współbieżna nie musi być monogamiczna w sensie wyłączności kontaktów seksualnych; czysty związek utrzymuje się dzięki uznaniu przez każdą ze stron, „do odwołania”, że czerpią z niego wystarczająco wiele korzyści, by pragnąć jego trwania. Wyłączność kontaktów seksualnych jest w takim związku ważna o tyle, o ile jest pożądana przez obie strony i dla obu istotna (Anthony Giddens, „Przemiany intymności. Seksualność, miłość i erotyzm we współczesnych społeczeństwach”, Wydawnictwo Naukowe PWN 2007, s. 80-81).

 

Kasia Michalczak

Fot. Kobietamag.pl



 

Komentarze

Podobne