artykuł dodany 17 czerwca 2011 przez Ania BO tym, że ustawa o związkach partnerskich jest w Sejmie, wie większość z nas. Ale co na to politycy? I wreszcie jakie postulaty zawiera projekt?

Zacznijmy od tego, że de fakto ustawa nie ma regulować prawnie związków partnerskich, a związki cywilno-prawne (zwane umową związku partnerskiego), na wzór francuskiego PACS-u. Oznacza to, że jest to trochę inny twór prawny. Nie wchodząc w szczegóły i nie zanudzając wszystkich kwestiami prawnymi, ograniczę się tylko do wypunktowania kilku istotnych spraw:
- związek rejestruje się notarialne (nie w Urzędzie Stanu Cywilnego),
- rozwiązać można go przez wypowiedzenie umowy (wygasa po 6 miesiącach, niezależnie od woli drugiej strony lub jeśli obie strony zgłaszają taką pisemną potrzebę) lub przez zawarcie związku małżeńskiego (wygasa także z chwilą śmierci jednej ze stron),
- umowę związku partnerskiego można zawrzeć niezależnie od płci, orientacji seksualnej oraz innych czynników, np. z zalet zawarcia takiej umowy ma szansę korzystać dwoje sąsiadów, którzy niekoniecznie chcą usankcjonować swoją relację,
- związku nie mogą zawrzeć osoby poniżej 18 roku życia, będące w małżeństwie, osoby posiadające inną umowę związku partnerskiego, rodzeństwo itp.,
- po podpisaniu umowy związku partnerskiego nie zmienia się stan cywilny, ale można zmienić nazwisko; w pakiecie wchodzimy w posiadanie wspólnoty majątkowej.
Proponowana ustawa znajdzie zastosowanie wobec wszystkich osób, które usankcjonowały swój związek, ale nie są małżonkami różnych płci. Przykładowo, małżeństwa jednopłciowe, zawarte np. w Holandii, w Polsce będą miały status umowy o związku partnerskim. Pozostałe przepisy zaczną obowiązywać rok po podpisania umowy, żeby ograniczyć wyłudzenia. Będą to:
- prawo do pochowania zmarłego/zmarłej,
- możliwość odmowy zeznań, obciążających partnera/partnerkę,
- przejęcie najmu lokalu po zmarłym partnerze/partnerce,
- zaliczenie do pierwszej grupy spadkowej,
- udział żyjącego partnera/partnerki w podziale spadkowym (z urzędu) w stopniu równym co małżonkowie,
- wspólne rozliczanie podatkowe,
- możliwość dostępu do konta bankowego nieżyjącego/nieżyjącej partnera/partnerki (potrzebne będzie wydanie pisemnej zgody przed śmiercią),
- uprawnienia do renty i emerytury partnera/partnerki (w tym dla dzieci partnera/partnerki, również nieprzysposobionych),
- możliwość wejścia do rady spółdzielni na miejsce zmarłego/zmarłej partnera/partnerki,
- takie same prawa pobytu dla partnerów spoza UE jak dla małżonków,
- regulacja kwestii medycznych (np. przeszczepów) na wzór małżeństwa.
Zdecydowanie brakuje w ustawie kwestii przysposobienia – a więc możliwości adoptowania dziecka partnera/partnerki. Jak tłumaczą twórcy ustawy, ten postulat na pewno nie przeszedłby w Sejmie. Pytanie więc brzmi: czy ustawa o takim brzmieniu ma szansę na uchwalenie w tej kadencji? Jeśli nie w tej, to w której?
Szybka matematyka: zakładając, że całe SLD poprze swoją ustawę (co nie jest takie pewne), mamy już 45 z 460 posłów. Nie trzeba wspominać, że PiS ustawie jest przeciwny (wystarczy wspomnieć panikę, jaką przeżywali politycy z tego ugrupowania przy okazji uchwalania poprawki do ustawy Prywatne prawo międzynarodowe. Mamy więc 147 przeciwników na 45 popleczników (spośród 460 posłów). Możemy liczyć na to, że Łukasz Pałucki, członek SDPL, popracuje nad swoimi kolegami i koleżankami partyjnymi, co daje 3 kolejne głosy „za”. Niestety, przeciw wystąpi PJN (po odejściu Kluzik-Rostkowskiej zostało 14 członków). Otrzymujemy więc 48 do 161. Wielką niewiadomą pozostaje PSL, ale prawdopodobnie będzie przeciw (31 głosów). Trudno powiedzieć, co zrobią posłowie niezrzeszeni (14 głosów), raczej wiadomo natomiast, że nastąpi podział w PO: spośród 206 posłów przypuszczalnie około jedna trzecia poprze projekt, dwie trzecie będzie przeciwko. Ostatecznie wychodzi więc około 100 – 130 posłów za, 360 – 330 przeciwko. Pamiętajmy, że są to szacunki, nie zawsze posłowie wykazują się dyscypliną i nie wszyscy będą obecni podczas głosowania. Chodzi jednak o pokazanie, że możemy liczyć na jedną czwartą głosów. To zdecydowanie za mało. Krótko mówiąc, bez poparcia Platformy w obecnym Sejmie ten projekt szans nie ma.
A co samo PO uważa o ustawie? Zdania są podzielone: Marszałek Sejmu – Grzegorz Schetyna – jest zdania, że projekt nie przejdzie. Premier sądzi, że jesteśmy coraz bliżej zaakceptowania przez społeczeństwo idei związków cywilno-prawnych, mamy też silne poparcie byłego posła SLD – Arłukowicza. Wiceszefowa PO – Małgorzata Kidawa-Błońska – uważa, że związki są potrzebne, przeciwnego zdania są Gowin, Tomczykiewicz i Niesiołowski (ach, ta natrętna propaganda!). Waldy Dzikowski obstaje przy tym, że to polityczna gra ze strony SLD, z kolei Sławomir Nowak twierdzi, że to prywatna sprawa, ale warta uregulowania prawnego. Po swojej stronie mamy też Radosława Sikorskiego. Radziszewska dąży do debaty, Europosłowie (nie tylko PO, ale również z PiS-u i PSL), są przeciwko, tak samo jak Hanna Gronkiewicz-Waltz. W Senacie popiera nas Tomasz Misiak, a w rządzie Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Wydaje się Wam, że więcej osób nas popiera, a mniej mamy przeciwników? Teoretycznie tak, ale – jak zauważają eksperci – PO gra na dwa fronty - czyli, innymi słowy, przymila się zarówno do konserwatywnej części społeczeńśtwa, jak i do liberałów – a nuż partii uda się pozyskać trochę wyborców od PiS-u albo SLD?
Krótko mówiąc, PO zupełnie nie jest w smak głosowanie nad ustawą w tej kadencji Sejmu i bardzo łatwo będzie jej członkom powiedzieć, że nie mieli czasu zająć się zagadnieniem związków cywilno-prawnych – przecież prawdziwych Polaków bolą ważniejsze sprawy. Apel SLD o procedowanie nad projektem teraz można już uznać za nieistotny.
Dla porządku warto wspomnieć jeszcze o tych politykach, których w Sejmie nie ma, a jednak popierają ustawę o związkach. Są to: Zieloni 2004, Partia Kobiet oraz Partia Palikota.
Pobawmy się więc w futurologię. Co będzie w przyszłej kadencji? Zakładając umiarkowany i realny scenariusz, w którym nie następują niespodziewane wydarzenia, PO po raz kolejny wygra. Trudno powiedzieć, jak dużą przewagą głosów, jesteśmy jednak w stanie założyć, że z podobnym wynikiem co ostatnio (może trochę mniejszym). Osobiście liczę na to, że PiS będzie miał jednak mniejsze poparcie. Na 5% margines trafi też PSL (SDPL pewnie zniknie i zmniejszy się liczba PJN na rzecz PiS). Ubywające głosy przejmie SLD, które z 45 posłów urośnie do 60 – 100. PO nie będzie posiadało większości, pójdzie więc na kompromis i dogada się z SLD. Będzie to ewenement (prawie na skalę światową), ponieważ dotychczas nieczęsto (a w Polsce nigdy) partie prawicowe nie wchodziły w koalicję z lewicą. Wyborcom PO bliżej jest jednak do SLD niż do PiS-u (mimo dużych dychotomii, które pojawiają się w takich badaniach, jak PGSW 2007 – niestety wyników nie udostępniono szerszej publiczności). Czy w takiej sytuacji możemy liczyć na ustawę? Wybraźmy sobie więc radosny scenariusz, że PO i SLD mają większość, albo coś około połowy. Wszystkich optymistów od razu zgaszę - nie, nadal nie będzie tej ustawy.
Dla SLD, które w dalszym ciągu pozostaje bardzo konserwatywne, istnienie projektu jest zaletą, jego uchwalenie – już nie bardzo. Środowisko LGBTQ i zwolenników ustawy stanowi zbyt małą siłę polityczną, dodatkowo cieszy się z dowolnego gestu poparcia, takiego jak wyrażenie chęci uchwalenia samej ustawy. Z kolei beton konserwatywny jest skory do głosowania i nie da się go łatwo przekonać do siebie. Niemożność uchwalenia ustawy SLD zrzuci na PO. Ci z kolei będą tłumaczyć niepowodzenie najpierw Euro2012, które jest pilniejszą sprawą, potem ważniejszymi ustawami. Dodatkową zasłonę powinno stanowić debatowanie, bo bez dyskusji takiej kontrowersyjnej ustawy przyjąć się nie da. Czeka nas więc prawdopodobnie kolejnych kilka lat rozmawiania o tym, o czym mówimy już od co najmniej 2004 roku, a więc od momentu powstania ustawy prof. Szyszkowskiej. Wtedy SLD miało większość, ale sprzedało ustawę za poparcie Kościoła w kwestii wejścia do UE. PO niechętnie narazi się klerowi, więc wytarguje jakieś korzyści za trzymanie projektu w zamrażarce. I nadal będzie wodzić nas za nos. A my będziemy się dawać. Bo nie wierzymy w swoją moc sprawczą (w końcu 2 miliony* ludzi przy urnach robi dużą różnicę), bo ufamy politykom (jak SLD tego nie uchwali, to kto? – przecież tylko PO stanowi większość itd.) i przede wszystkim dlatego, że tak mało osób angażuje się w działanie. Może nie chcesz zawrzeć związku. Ale pomóż innym mieć ten wybór.
*Wiem, że nie wszyscy pójdą, ale przypominam, że mówimy o osobach LGBTQ – 5 proc. to tylko wierzchołek góry lodowej. Ilość osób transpłciowych wynosi około 1 proc., queer – przypuszczalnie promil, a osób biseksualnych jest na pewno kilka procent (moim zdaniem nawet do kilkunastu).
Monika Czaplicka
Fot. Arch.znp.edu.pl