artykuł dodany 13 stycznia 2010 przez adminkaMedia LGBT w ostatnim czasie szeroko omawiały sens akcji Nasza Sprawa 2. W ferworze dyskusji niemal nie zauważono kontrowersyjnego tekstu dotyczącego innej spornej w środowisku kwestii – adopcji dzieci przez pary homoseksua
Tymczasem artykuł Dominiki Wielowieyskiej, na którego tytuł redakcja "Gazety Wyborczej" nie mogła się najwyraźniej zdecydować (rozpoczęto od "Drugi tatuś nie zastąpi mamusi", by później zmienić na złowróżbne "Dlaczego adopcja przez gejów jest zła") zasługuje na zauważenie i polemikę.
Znaczną część tekstu autorka poświęca podważaniu bzdurnych argumentów o wpajaniu dziecku wzorców homoseksualnych przez rodziców, czy rzekomo częstszych przypadkach molestowania przez gejów. Dowiadujemy się nawet, że "osoby o orientacji homoseksualnej mogą być tak samo dobrymi rodzicami jak heteroseksualiści". Potem jednak do głosu niespodziewanie dochodzi "druga" Wielowieyska, która twierdzi, że teoria teorią, ale o predyspozycjach do wychowywania dzieci decydują nie indywidualne cechy charakteru, a orientacja seksualna.
"Rzecz w tym, aby adopcja niosła ze sobą jak najmniejsze ryzyko. A to najmniejsze ryzyko zazwyczaj gwarantuje klasyczny model rodziny z mamą-kobietą i tatą-mężczyzną. Jeśli więc starcza chętnych na adopcję dzieci wśród rodzin tradycyjnych, to tam umieszczajmy dzieci. Kobieta i mężczyzna różnią się od siebie i dają dziecku to, co najlepsze, w różnych formach."
Według redaktor Wielowieyskiej istnieje zatem niepodważalny porządek świata, lokujący w centrum "klasyczną" rodzinę. Jak możemy się domyślać, w jej obrębie istnieją tylko dwa słuszne modele ról społecznych – czuła matka, która świetnie dogada się z córką oraz ojciec-kumpel, któremu z kolei po drodze będzie z synem. Inne "rewolucyjne" opcje, jak samotna matka lub ojciec, czy para jednopłciowa nie mogą zagwarantować dziecku bezpieczeństwa i właściwego (czyli jakiego?) wychowania.
"Chyba nikt nie zaprzeczy, że dziecko rozwiedzionych rodziców wychowywane tylko przez matkę i ciocię, może odczuwać emocjonalny brak ojca. I na odwrót, dzieci z samotnym ojcem mogą tęsknić do matki-kobiety. I tych samych kłopotów obawiam się w przypadku chłopca wychowywanego przez parę lesbijską. Czy nie zatęskni za mężczyzną-tatą? (…) Ojciec z synem mogą mieć ten szczególny rodzaj relacji, który nie będzie udziałem matki. Nie chodzi o to, czy lepszy, czy gorszy, ale po prostu inny."
Mogą, ale nie muszą. Argument, że to płeć biologiczna determinuje sposób postrzegania świata (brakuje tylko cytatów z "Płci mózgu") i przekazywania informacji o nim dziecku, jest niedorzeczny. Aż wstyd po raz kolejny przypominać tak oczywistą rzecz, że wiara w istnienie niekwestionowanych ról społecznych, które przyjmujemy w zależności od płci, jest złudna. Świat składający się wyłącznie z kobiecych kobiet i męskich mężczyzn nie istnieje i nie zmieni tego żadna ilość reklam produktów spożywczych, proszków do prania i sprzętów domowych, które próbują przekonywać, że jest inaczej.
Ograniczanie możliwości adoptowania dzieci dla osób, których życie różni się od powszechnie przyjętego modelu, jest niedorzeczne. W ten sposób za nienormatywność z grona potencjalnych rodziców adopcyjnych równie sprawnie co gejów i lesbijki można by wykluczać ateistów, wegetarian, małżeństwa bez ślubu kościelnego..
Wielowieyska ma rację, gdy pisze, że każdy przypadek adopcji, hetero czy homoseksualnej, powinien być analizowany oddzielnie. W dalszej części artykułu rezygnuje jednak z indywidualistycznego podejścia na rzecz bliżej nieokreślonej odgórnej normy: " (..) nas interesują nie tyle jednostkowe przypadki, co statystyka i istota systemu, która ma zapewnić dzieciom optymalne warunki rozwoju i szczęśliwe życie."
Adopcja to trudna decyzja i wybór na całe życie, nie wolno jednak, w imię tradycji, czynić z niej procedury nieprzystosowanej do współczesnych realiów. Modele rodziny ewoluują, podobnie jak poglądy na temat wychowania. Dyskusja nad adopcją nie może być sporem o wyższość jednych wartości nad innymi. Akceptacja różnorodności poglądów i dróg życiowych jest podstawowym warunkiem do życia w pluralistycznym społeczeństwie. Czy zatem "klasyczny model rodziny" to naprawdę najlepsze, co w życiu może trafić się adoptowanemu dziecku? Nie sądzę.
Magda Korona
Nasza Sprawa 2 - proces cywilny skierowany przeciwko dziennikowi "Rzeczpospolita", który w połowie czerwca opublikował rysunek Andrzeja Krauzego, porównujący związki homoseksualne do zoofilskich