artykuł dodany 19 stycznia 2010 przez adminkaWielkie emocje wzbudziła informacja Muzeum Narodowego w Warszawie o wystawie „Ars Homo Erotica”, wyprzedzająca ją o dziewięć miesięcy. Głosy entuzjastyczne zderzyły się z pokrzykiwaniem oburzonych „prawych”
Jak zwykle w chwili wchodzenia na publiczną arenę tematów queer, stroną najbardziej zainteresowaną i mającą najwięcej do powiedzenia jest konserwatywna, prawicowa lub/i katolicka część polskiego społeczeństwa.
Na temat tej wystawy wypowiedział się soczyście w „Newsweeku” Szymon Hołownia, ale ten przypadek zostawię na koniec. Teraz kilka słów o „Ars Homo Erotica”
Kuratorem ekspozycji jest Paweł Leszkowicz, krytyk i historyk sztuki, wykładowca poznańskich uczelni: ASP, UAM, który interesuje się problemami współczesnej humanistyki, sztuki i kultury wizualnej, zwłaszcza problemami płci i seksualności.
Na wystawie będzie można obejrzeć około dwustu dzieł sztuki, objętych szeroką cezurą czasową - od antyku do współczesności. W tym korowodzie różnorodności swoje miejsce znajdą obrazy malarskie, fotografie, sztuka wideo, plakaty. Całość zostanie podzielona na dwie części. Pierwszą - sztukę dawną (np. kopie antycznych rzeźb Antinousa) stanowić będą odkurzone dzieła ze zbiorów Muzeum Narodowego. Druga część to współczesna sztuka z Europy Środkowo- Wschodniej, często z krajów, w których wprowadzanie tematów LGBT jest bardzo dramatyczne. Zobaczymy więc prace artystek i artystów z między innymi z Litwy, Serbii, Łotwy i Słowacji.
Całość wystawy podzielona będzie na bloki pogrupowane według poniższych tematów: homoerotyczny klasycyzm, akt męski, ikonografia mitycznych par męskich, święty Sebastian, imaginarium lesbijskie, transgender/androgynia, czas walki i archiwum.
Jak widać, czołowe miejsce ekspozycji zajmować będzie homoerotyzm męski. Paweł Leszkowicz podkreśla jednak w wywiadach, że było dla niego istotne, aby znalazło się miejsce dla sztuki lesbijskiej, pomijanej przy okazji mówienia o homoseksualizmie w sztuce. Według jego zapewnień miłość między kobietami zajmie niemałą część wystawy.
„Kobiecy” blok „Ars Homo Erotica” obejmować będzie sztukę tworzoną przez mężczyzn i przedstawiającą męskie, patriarchalne wyobrażenia o lesbijstwie i ciele kobiety. Bardzo ciekawie zapowiada się zestawienie tego tradycyjnego wyobrażenia z pracami krytycznymi współczesnych artystek, które prezentują zupełnie inne spojrzenie i których prace odlepiają znaczenia nadane kobiecemu ciału przez kulturę patriarchalną. Pojawią się między innymi artystka wideo z Bratysławy Anna Daucikova i znana szerszej publiczności amerykańska fotografka Catherine Opie.
Przejdę zatem do obiecanej części dotyczącej recepcji zapowiedzi wystawy „Ars Homo Erotica”. Postanowiłam zająć się żarliwym artykułem z „Newsweeka” z racji popularności tegoż tygodnika i wysokiej rozpoznawalności autora tekstu - Szymona Hołowni.
Utrzymany w tonie żartu felieton zatytułowany „Muzeum spenetrowane” w bardzo zabawny sposób przekazuje kilka nieprawdziwych informacji o „Ars Homo Erotica”, ale najbardziej interesujące jest to, że mimo swojej oryginalności i elokwencji ujawnia typowe, sztampowe myślenie społeczności, którą reprezentuje.
Widać to dobrze już w tytule, który naprowadza nas na przewijające się w felietonie zrównanie homoseksualizmu z seksem, w dodatku z męskim seksem - penetracją. Prostota wyobraźni Hołowni uwidacznia się wielu miejscach. Na przykład w pragnieniu dosłowności: „Doktor Leszkowicz ma niezwykłą wrażliwość, która pozwala mu widzieć geja nawet tam, gdzie inny widzi drzewo, ptaka, kamień”. Dziennikarz wykazuje się nieznajomością zjawiska interpretacji, choć Kościół Katolicki, do którego przynależność Hołownia deklaruje, w interpretacji Biblii ma doświadczenie wielowiekowe i nie widzi drzewa, jeśli patrzy na Drzewo.
Kolejny raz w jego myśleniu widać klisze w słowach: „Skoro święty Sebastian przeszyty strzałami to penetrowane męskie ciało, zrobię wystawę o fetyszystach (patron: męczony na rozpalonej kracie św. Wawrzyniec Diakon). Święty Franciszek, u którego stóp maluje się na obrazach czaszkę, otworzy nam biennale nekrofilów”. Nie po raz pierwszy homoseksualizm został porównywany do zoofilii i nekrofilii, co jest wielkim nadużyciem oraz niesprawiedliwością i powinno mieć konsekwencje prawne.
Spójrzmy ma poniższy, duży fragment felietonu Hołowni: „Dlaczego nie mogę po swojemu, ze swoją sancta simplicitas i instrumentarium prostaczka, po prostu kontemplować sacrum sztuki? Dlaczego ktoś chce mi wbić do głowy, że nie jestem w pełni praw i obycia człowiekiem, dopóki nie uznam za również mój „gejowskiego punktu widzenia”, gejowskiej ideologii (ja nie twierdzę, że geje nie są w pełni ludźmi, póty nie zaakceptują mojej ideologii chrześcijańskiej)? Uliczne plakaty o męczeństwie gejów, parady, teraz z moich podatków fundowana feeria muzealnych brzydkich myśli.”
Zdaje się, że wzburzenie autora wynika głównie z faktu, iż przestrzeń muzeum, do którego rości sobie szczególne prawa, została według niego „zawłaszczona” przez coś, co nie powinno mieć miejsca w żadnej sferze życia. Tymczasem okazuje się, że "to" może istnieć na równych prawach, na dodatek w Muzeum Narodowym. Problem polega na tym, że Szymon Hołownia uznaje swoją opcję za uniwersalną, a optykę homoseksualną zaś za partykularną i każdą próbę zaistnienia homoerotyzmu w przestrzeni publicznej odbierać będzie jako przemoc, próbę narzucenia światopoglądu.
Nietrudno jest zauważyć, że sławny Szymon Hołownia chodzi do muzeum nie tylko ze „swoją sancta simplicitas i instrumentarium prostaczka”, do czego przyznał się w cytowanym już fragmencie, próbującym nas odwieść od traktowania dzieł sztuki jako metafory. Przede wszystkim felietonista na muzealne wojaże uzbraja się w sancta sancte zapominając, że muzeum, nawet Muzeum Narodowe to nie jest święty Kościół Katolicki.
Anna Pawlik
Wystawa "Ars Homo Erotica"
Muzeum Narodowe w Warszawie
11 czerwca-5 września 2010
fot. lilith-ezine.com